|
108 polskich męczenników z czasów II wojny światowej cz. X  Obraz ze str. https://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/06-12a.php3 (dostęp 08. 09. 2025 r.) 39.Błogosławiony ks. Franciszek Rosłaniec (1889-1942), przyszedł na świat 19 grudnia 1889 r. w Wyśmierzycach, jako syn Adama i Marianny z Kawińskich. Dom rodzinny Rosłańców odznaczał się głęboką religijnością, szacunkiem dla nauki oraz pracowitością - wartości te trwale ukształtowały duchową i intelektualną wrażliwość przyszłego kapłana. Szkołę powszechną ukończył w swoim rodzinnym mieście, które w ramach represji popowstaniowych (1870) utraciło prawa miejskie. Następnie kontynuował naukę w Męskim Gimnazjum Rządowym w Radomiu. W lutym 1905 r. wybuchły strajki w radomskich fabrykach, do których przyłączyli się również gimnazjaliści. Franciszka usunięto z piątej klasy gimnazjum za nieobecność na zajęciach w dniu 24 lutego 1905 r., co było formą politycznej represji stosowanej wobec młodzieży uczestniczącej w ruchach strajkowych. Wydano mu jednak świadectwo ukończenia czwartego roku, co pozwoliło Franciszkowi Rosłańcowi na rozpoczęcie w czerwcu 1905 r. formacji w sandomierskim Wyższym Seminarium Duchownym. Po kilku latach studiów seminaryjnych, podczas których wyróżniał się pracowitością, skromnością i pobożnością, przełożeni postanowili skierować go na dalsze studia do Rzymu. Ponieważ władze carskie niechętnie wydawały zezwolenia na wyjazdy zagraniczne dla alumnów, Franciszek wyjechał pod przybranym nazwiskiem Ropelewski[1]. W latach 1911-1915 studiował teologię na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim. Święcenia kapłańskie przyjął 6 czerwca 1914 r., w bazylice św. Jana na Lateranie, z rąk kard. Basilio Pompilj(a) (1858-1931). Rok później, 7 czerwca 1915 r., uzyskał doktorat z teologii na Gregorianum. Ponieważ trwała wojna uniemożliwiająca bezpieczny powrót do kraju, Franciszek odłożył swój wyjazd i podjął specjalistyczne studia biblijne w prestiżowym Papieskim Instytucie Biblijnym (Biblicum). Studia te, trwające trzy lata i zakończone licencjatem z nauk biblijnych z pochwałą (probatus cum laude), ukształtowały go jako przyszłego wybitnego biblistę epoki międzywojennej, zarówno w kraju, jak i za granicą. Po powrocie do kraju ks. Rosłaniec podjął pracę na Wydziale Teologii Katolickiej Uniwersytetu Warszawskiego. W roku 1920 uzyskał habilitację z realiów biblijnych, a w 1929 r. otrzymał nominację na profesora nadzwyczajnego. Przez 19 lat (1920-1939) pracował na Uniwersytecie, prowadząc wykłady z teologii biblijnej, archeologii biblijnej, historii egzegezy i ksiąg Nowego Testamentu, a także seminarium z teologii biblijnej. Jego nieposzlakowana postawa i głęboka wiedza naukowa sprawiły, że dwukrotnie powierzano mu urząd prodziekana, a także dwukrotnie dziekana Wydziału Teologii Katolickiej. W środowisku uniwersyteckim cieszył się autorytetem uczonego skrupulatnego, a zarazem głęboko zakorzenionego w duchowości kapłańskiej. Był także w latach 1934-1935 sekretarzem Polskiego Towarzystwa Teologicznego, gdzie wygłaszał wykłady. Publikował w czasopismach teologicznych i popularnych, m.in. w Przeglądzie Katolickim, Głosie Kapłańskim i Ateneum Kapłańskim. W latach 1920-1923 pełnił funkcję spowiednika w warszawskim Przytulisku przy ul. Belwederskiej. Następnie, w latach 1923-1929, posługiwał jako spowiednik w Zakładzie Wychowawczym dla Sierot przy ul. Barskiej, a równocześnie, w latach 1923-1932, był kapelanem Sióstr Westiarek Jezusa przy ul. Brackiej. W kwietniu 1933 r. mianowano go kanonikiem honorowym Kapituły Katedralnej w Sandomierzu. Pięć lat później, 17 kwietnia 1938 r., reprezentował Uniwersytet Warszawski na uroczystości kanonizacji św. Andrzeja Boboli w Rzymie - wyróżnienie to świadczyło o jego wyjątkowej pozycji zarówno naukowej, jak i moralnej. Po rozpoczęciu okupacji niemieckiej w Polsce ks. Franciszek Rosłaniec kontynuował swoją działalność naukową i duszpasterską. Już 14 października 1939 r. gestapo aresztowało go jako zakładnika. Przetrzymywany był przez trzynaście dni w więzieniu na warszawskim Pawiaku przy ul. Rakowieckiej, po czym został zwolniony. Jednak 12 listopada 1939 r. ponownie go aresztowano. Tym razem więziony był w Areszcie Centralnym przy ul. Daniłłowiczowskiej, a po kilku miesiącach przeniesiono go ponownie na Pawiak. 2 maja 1940 r. został deportowany do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen pod Berlinem, a 14 grudnia 1940 r. przewieziono go do obozu Dachau, do bloku przeznaczonego dla duchowieństwa (tzw. Priesterblock). Otrzymał tam numer obozowy 22687. W obozie, mimo skrajnego wycieńczenia, zachował niezłomną wiarę. W jednym ze swoich listów pisał: Teraz coraz lepiej rozumiem i coraz bardziej jestem przekonany, że najpiękniejsza i najważniejsza, ale dla nas najtrudniejsza modlitwa, to modlitwa Chrystusa w Ogrodzie Oliwnym: »Ojcze, niech się dzieje Twoja wola«. Usiłuję tę modlitwę wymawiać codziennie z głębokim przekonaniem i żywą wiarą w »Ojcze nasz« i pozostać zawsze w najściślejszym zjednoczeniu z Chrystusem. Jestem dumny, że mogę trochę więcej dla Niego i z Nim cierpieć. Rozumiem też teraz lepiej wielkość Ofiary Świętych w całkowitym dobrowolnym wyrzeczeniu się świata i różnych, również niewinnych przyjemności i zwykłych wygód życia codziennego[2]. Podczas jednego z apeli ks. Rosłaniec zasłabł i został przeniesiony do obozowego szpitala. Mimo że jego stan zaczął nieznacznie się poprawiać, specjalna komisja obozowa skierowała go na blok inwalidów - miejsce, z którego rzadko powracano. 14 października 1942 r. przewieziono go transportem kolejowym w kierunku Linzu. Z zapisów diecezjalnych wynika, że został zamordowany poprzez zagazowanie spalinami samochodowymi, co stanowiło jedną z metod tzw. eutanazji stosowanej przez nazistów wobec więźniów skrajnie wycieńczonych. Jako oficjalną datę jego śmierci przyjmuje się 20 listopada 1942 r. Pamięć o bł. ks. Franciszku Rosłańcu jest wciąż żywa. W środowisku naukowym Uniwersytetu Warszawskiego znajduje się poświęcona mu tablica pamiątkowa, a w jego rodzinnych Wyśmierzycach w 2005 r. odsłonięto pomnik błogosławionego profesora. Jego życie, wypełnione nauką, modlitwą i cierpieniem, stanowi świadectwo nadziei i wierności chrześcijańskiej: cierpienie przeżywał na modlitwie, a swoją śmierć ofiarował Bogu za wiarę i Ojczyznę. Bł. Ks. Bolesław Strzelecki (1896-1941), ze str.: https://diecezja.radom.pl/bl-ks-boleslaw-strzelecki/, 12. 05. 2026 r. 40. Błogosławiony ks. Bolesław Strzelecki (1896-1941) urodził się 10 czerwca 1896 r. w miejscowości Poniemoń na Suwalszczyźnie, w rodzinie głęboko religijnej, w której duch patriotyzmu splatał się z codzienną uczciwością i prostotą. To właśnie w takim duchowym klimacie dojrzewało jego przyszłe kapłańskie powołanie. Warto dodać, że rodzina Strzeleckich była prawdopodobnie spokrewniona ze słynnym badaczem Australii Pawłem Edmundem Strzeleckim (1797-1873). Młody Bolesław pierwszą naukę pobierał w Szydłowcu, gdzie ukończył szkołę początkową. Następnie rozpoczął edukację średnią: najpierw w gimnazjum profesora Szejmana (nazwisko nie w pełni potwierdzone w dostępnych źródłach) w Warszawie, gdzie ukończył trzy klasy, a później - po przeniesieniu - w Państwowym Gimnazjum w Radomiu. Nauka w okresie zaborów, przesiąknięta atmosferą ucisku i walki o polską tożsamość, wyostrzyła w nim, podobnie jak i u wielu innych młodych Polaków, poczucie obowiązku wobec Boga i Ojczyzny. Po maturze wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu, gdzie rozpoczął formację kapłańską. Wyróżniał się pracowitością, głęboką wiarą i całkowitym oddaniem swojej woli Opatrzności Bożej - cechami, które miały naznaczyć całe jego przyszłe życie duszpasterskie. 21 grudnia 1918 r., w kaplicy seminaryjnej w Sandomierzu, przyjął święcenia kapłańskie z rąk bpa Pawła Kubickiego (1871-1944), stając się kapłanem całym sercem oddanym Kościołowi Chrystusowemu. Wcześniej, 25 listopada 1918 r., jako diakon został skierowany do Parafii Św. Michała Archanioła w Ostrowcu, gdzie z nadzwyczajną gorliwością podjął pracę duszpasterską. Tam zetknął się z dramatem szerzącej się epidemii tyfusu plamistego - niosąc pomoc chorym, zaraził się i tylko cudem, dzięki długotrwałemu leczeniu, powrócił do zdrowia. To doświadczenie ukazało już wówczas jego całkowite oddanie kapłańskiej posłudze. W październiku 1919 r. powrócił do nauki i podjął studia na Uniwersytecie Warszawskim, przygotowując się do doktoratu z prawa kanonicznego. Wcześniej, rok przedtem, próbował rozpocząć studia, ale z powodu braku święceń musiał je odłożyć. Po powrocie do sił rozpoczął intensywną pracę naukową, którą ukoronował 16 października 1923 r., uzyskując doktorat prawa kanonicznego. Od 1925 r. przez dwanaście lat pełnił funkcję prefekta Państwowego Seminarium Nauczycielskiego Żeńskiego w Radomiu oraz przyległej Szkoły Ćwiczeń. Był tam nie tylko nauczycielem religii, lecz także wychowawcą młodego pokolenia, opiekunem Sodalicji Mariańskiej i Kół św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Zorganizował również bogatą bibliotekę wiedzy religijnej, z której korzystały uczennice i nauczycielki. Od września 1929 r. poszerzył swoją działalność dydaktyczną i został prefektem Szkoły Handlowej Męskiej Stowarzyszenia Kupców Polskich w Radomiu. Równocześnie pełnił funkcję wizytatora religii w szkołach kilku ościennych parafii. W tym czasie był także gorliwym kierownikiem duchowym trzech zgromadzeń żeńskich: - Spowiadał siostry ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo, pracujące w radomskim szpitalu św. Kazimierza,
- od października 1926 r. - spowiadał siostry ze Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia w Radomiu,
- od listopada tego samego roku - spowiadał siostry ze Zgromadzenia Córek Maryi Niepokalanej w ich pięciu radomskich domach.
Również jako kapelan więzienny poświęcał wiele czasu pracy z osadzonymi - głosił rekolekcje, katechezę, modlitwę i pomoc duchową, traktując ich z niezwykłą troską i godnością. Trzeba tu dodać, że nie wszyscy kapłani byli chętni do tej posługi, a ks. Strzelecki w Patronacie Więziennym pełnił funkcję wiceprezesa Zarządu. Był także kapelanem harcerstwa oraz sprawował opiekę duchową nad dziećmi w ochronkach. Szczególną opieką duszpasterską otaczał jeszcze Stowarzyszenie Służących św. Zyty, które wspierał od 1931 r. Przy tak dużym nawale dodatkowych zajęć, w latach trzydziestych ks. Strzelecki prowadził rutynową działalność pastoralną o ogromnym zasięgu. Codziennie odprawiał Mszę świętą w kościele Świętej Trójcy, głosił tam kazania dla młodzieży i spowiadał niezliczone rzesze wiernych. We wrześniu 1935 r. mianowano go rektorem kościoła Świętej Trójcy w Radomiu, gdzie zdobył opinię kapłana ogromnej kultury, pracowitości, delikatności sumienia i głębokiej wrażliwości społecznej. Jego duszpasterstwo cechowało się odwagą i jasnością poglądów, czego wyrazem było, nie do końca wyjaśnione w dzisiejszych czasach, złożenie na piśmie do Kurii Diecezjalnej, na sugestię ks. biskupa, znane [ówczesnemu] duchowieństwu oświadczenie apolityczne: przemawia do mnie pod tym względem święty Paweł: »Mnie żyć - jest Chrystus... to jest mój ideał pasterski«[3]. Ten tajemniczy cytat znaleźć można w książce Męczennicy za wiarę 1939-1945, niestety żadnych bliższych szczegółów nie udało się znaleźć. Książka była pisana jeszcze przed beatyfikacją 108 Męczenników i być może po beatyfikacji te drażliwsze szczegóły zostały usunięte. Po wybuchu II wojny światowej ks. Strzelecki pozostał w Radomiu, podtrzymując ludzi na duchu w czasie terroru niemieckiego okupanta. Każdą rozmowę rozpoczynał słowami: „Niech żyje Polska!" - słowami, które brzmiały jak akt wiary i nadziei, a zarazem jak deklaracja duchowego oporu wobec zła. Rozwijał w tym czasie jeszcze intensywniej swoją pracę charytatywną, stąd przez mieszkańców Radomia nazywano go ojcem ubogich, przyjacielem dzieci, a nawet świętym Franciszkiem z Radomia. Co bardzo ciekawe, był wówczas bardzo szanowany przez radomskich Żydów, protestantów i socjalistów[4]. Współpracując z siostrami zakonnymi, które miały prawo wstępu na teren dwóch radomskich obozów jenieckich, organizował ucieczki jeńców wojennych. Zgodnie z relacją zawartą w książce Męczennicy za wiarę 1939-1945 (s. 192), ks. Strzelecki wnosił do obozu drugą sutannę, w którą przebierał wybranego jeńca, po czym - korzystając ze swojej obecności jako kapelana - wyprowadzał go poza teren obozu. Tym, którym udało się w ten sposób zbiec, pomagał później zdobyć nowe dokumenty tożsamości, aby uniknęli ponownego aresztowania. Równocześnie otaczał opieką biedne, osierocone dzieci, które w czasie wojny znalazły się w wyjątkowo dramatycznej sytuacji. Wiele z nich przychodziło do niego po jedzenie lub pomoc materialną. Po raz pierwszy ks. Strzelecki został aresztowany 27 października 1939 r. jako jeden z zakładników obok najbardziej znanych i cenionych mieszkańców Radomia. Był to element niemieckiej polityki zastraszania. Po krótkim czasie zwolniono go, lecz to doświadczenie nie osłabiło jego gorliwości - przeciwnie, po uwolnieniu zwielokrotnił pracę duszpasterską i charytatywną. Jednak w tym czasie stan jego zdrowia wyraźnie się pogarszał. Widzieli to inni kapłani, którzy prosili go o większą ostrożność, a nawet o ograniczenie działalności, na co odpowiadał krótko, z charakterystycznym dla siebie przekonaniem: To jest powołanie[5]. 15 lipca 1940 r. mianowano go proboszczem parafii Najświętszego Serca Jezusowego na radomskich Glinicach. Mimo trudnych warunków okupacji, braków żywności i narastającego terroru, jego posługa nabierała jeszcze większej mocy. Ks. Strzelecki zorganizował przykościelną kuchnię dla biednych i choć codziennie ustawiały się długie kolejki ubogich, bezdomnych, wdów i sierot, on nikomu nie odmawiał. Był również głosem nadziei dla Rodaków. Podczas uroczystości Objawienia Pańskiego w 1941 r. odważył się powiedzieć kazanie, które w czasie okupacji wymagało niezwykłej odwagi. Stwierdził m.in.: »tak jak spotkała kara Boża biblijnego Heroda, tak dosięgnie ona również i dzisiejszych herodów« oraz »trzeba wierzyć w powstanie narodu polskiego«[6]. Słowa te nie mogły ujść uwadze niemieckiemu okupantowi. O świcie następnego dnia, czyli 7 stycznia 1941 r., tuż po odprawieniu nabożeństwa i podczas rozdawania chleba ubogim parafianom, funkcjonariusze Sicherheitspolizei (Gestapo) wtargnęli na plebanię i aresztowali ks. Strzeleckiego. Komendant niemieckiej policji i służby bezpieczeństwa jako powód zatrzymania podał nadużycia z ambony (Kanzelmissbrauch)[7]. Osadzono go w radomskim więzieniu. Tam - mimo usilnych starań Kurii Diecezjalnej, błagań wpływowych mieszkańców Radomia, a nawet przedstawicieli środowisk ewangelickich - przez wiele dni był wielokrotnie przesłuchiwany, upokarzany i torturowany. Niemcy, poza zarzutem rzekomych nadużyć kaznodziejskich, obciążyli go także podejrzeniami o działalność patriotyczną oraz organizowanie pomocy dla jeńców wojennych i ubogiej ludności. Wyczerpanego, schorowanego i pobitego kapłana przewieziono 5 kwietnia 1941 r. transportem do KL Auschwitz, gdzie rozpoczął się ostatni etap jego drogi krzyżowej. W obozie przydzielono go do bloku nr 17 i oznaczono numerem 13002, wytatuowanym na ramieniu. Skierowano go następnie do tzw. Abbruchkommando - jednego z najcięższych komand budowlanych. Gdy pewnego dnia niemiecki żołnierz wycelował w niego karabin, ks. Strzelecki wypowiedział słowa, które były świadectwem jego absolutnego zaufania Bogu: Jeżeli jest taka Wola Boża, ja się z nią zgadzam[8]. Pomimo niewyobrażalnego cierpienia, kapłan nie przestawał podtrzymywać współwięźniów na duchu. Szczególną troską otaczał transporty z Radomia, starając się zdobywać dla nich pożywienie. W obozie miał przezwisko »głodomór« - dlatego, że żebrał o chleb. »Prawda o żebractwie ks. Strzeleckiego wyszła na jaw dopiero wtedy, kiedy wyschłego jak szkielet zanieśliśmy go do szpitala, kiedy zaczęły przychodzić na sztubę wychudzone niedobitki radomskiego transportu. Przychodziły po chleb, który dotychczas przynosił im ich radomski proboszcz« - napisał we wspomnieniu jego uczeń[9]. Ks. Bolesław Strzelecki, skrajnie wycieńczony, zagłodzony i brutalnie pobity dębowym kijem przez vorarbeitera Nitasa, zmarł w obozowym szpitalu 2 maja 1941 r. o godz. 8.00 rano - zaledwie trzy tygodnie po przybyciu do Auschwitz. Jego ciało spalono w krematorium. Ks. Konrad Szweda (1912-1988) tak go wspominał: „Nie udało się nam uratować tego człowieka. Nie poznaliśmy na czas Jego wielkości. Był już zbyt słaby. Ubył nam towarzysz w walce ze złem, ksiądz, który nie tylko Słowo Boże, ale i każdy zdobyty kęs chleba niósł między nas. Chleb ten na równi za Słowem Bożym podnosił zwątpiałe głowy w górę. Nawet w Oświęcimiu ks. Strzelecki kazał wierzyć w człowieczeństwo..."[10]. W radomskim kościele Najświętszego Serca Jezusowego parafianie ufundowali tablicę pamiątkową ku czci bł. ks. Bolesława Strzeleckiego. Widnieje na niej napis: „Ukochany wychowawca młodzieży radomskiej, rektor i odnowiciel kościoła Św. Trójcy, proboszcz parafii Najśw. Serca jezusowego na Glinicach, kapłan wielkiej gorliwości i niezwykłej dobroci serca, opiekun biednych i nieszczęśliwych, zamęczony przez hitlerowców w Oświęcimiu 2. V. 1941 r., zginął za Wiarę i Ojczyznę[11]". Ks. Kazimierz Sykulski, Plik:Kazimierz Skulski, Kolegiata w Opatowie, malował Zbigniew Kotyłło.jpg, Ze str.: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kazimierz_Sykulski, 12. 05. 2026 r. 41. Błogosławiony ks. Kazimierz Sykulski (1882-1941) urodził się 29 grudnia 1882 r. w Końskich, w rodzinie Michała i Tekli z Cybińskich. Dom rodzinny odznaczał się głęboką religijnością, pracowitością i przywiązaniem do tradycji patriotycznych. W takim właśnie klimacie duchowym dojrzewało powołanie przyszłego męczennika. Pierwsze lata nauki pobierał w domu rodzinnym, a następnie w latach 1896-1899 uczęszczał do Męskiego Progimnazjum w Sandomierzu. Po ukończeniu nauki na tym poziomie, w 1900 r. zdał egzaminy wstępne i został przyjęty do Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu, gdzie rozpoczął formację kapłańską. Seminarium ukończył w 1905 r., a 2 lipca tego roku w katedrze sandomierskiej przyjął święcenia kapłańskie z rąk bpa Stefana Aleksandra Zwierowicza (1842-1908). Już wtedy można było dostrzec w nim kapłana o dużej kulturze osobistej, silnym charakterze i głębokim poczuciu odpowiedzialności za Kościół. Posługę kapłańską rozpoczął 9 września 1905 r. jako wikariusz w parafii Radoszyce. Rok później, w październiku 1906 r., został przeniesiony na to samo stanowisko do Wierzbicy. Tam, obok zwyczajnych obowiązków duszpasterskich, przez pewien czas zastępował rektora sandomierskiego Seminarium Duchownego, ks. Mariana Józefa Ryxa (1853-1930), późniejszego biskupa sandomierskiego. W sierpniu 1908 r., za zgodą przełożonych, wyjechał na dalsze studia do Petersburga. Rozpoczął naukę w prestiżowej Cesarskiej Rzymskokatolickiej Akademii Duchownej, gdzie w latach 1908-1911 zgłębiał teologię i prawo kanoniczne. Studia ukończył, uzyskując dyplom kandydata świętej teologii. Choć miał wszelkie predyspozycje do kariery akademickiej, wybrał przede wszystkim drogę duszpasterza, odkładając naukowe ambicje na dalszy plan. Po powrocie do diecezji przez krótki czas pracował jako wikariusz katedry sandomierskiej oraz kapelan więzienia w Sandomierzu. W następnych latach pracował jako duszpasterz w kilku parafiach ówczesnej diecezji sandomierskiej, m.in. w Radomiu, zdobywając opinię kapłana gorliwego, wymagającego wobec siebie i oddanego wiernym. W 1913 r., mając zaledwie 31 lat, został proboszczem w Skarżysku-Bzinie (dzisiejsze Skarżysko-Kamienna). Po czterech latach przeniesiono go do parafii Policzna w powiecie Zwoleńskim, niedaleko Czarnolasu. W czasie wojny polsko-bolszewickiej, w 1920 r., pełnił funkcję kapelana wojskowego - towarzyszył żołnierzom na froncie, spowiadał ich, udzielał sakramentów i podtrzymywał na duchu w chwilach lęku i niepewności o los Ojczyzny. Od 1921 r. był proboszczem nowo erygowanej parafii Opieki Najświętszej Maryi Panny w Radomiu. Tu, podobnie jak na poprzednich placówkach, nie ograniczał się do duszpasterstwa sakramentalnego: kształtował katolickie życie społeczne, angażował świeckich, troszczył się o ubogich, bezrobotnych i młodzież robotniczą. W latach 1919-1922, jako członek Narodowego Zjednoczenia Ludowego, pełnił funkcję posła z okręgu radomskiego do Sejmu Ustawodawczego Rzeczypospolitej Polskiej. Pracował m.in. w Komisji Demobilizacyjnej, Komisji Odbudowy Kraju i Komisji Opieki Społecznej. W parlamencie występował jako kapłan i obywatel, broniąc praw Kościoła i zasad moralnych w odradzającej się Polsce. W kilku parafiach pełnił również funkcję wizytatora nauki religii w szkołach powszechnych, kontrolując poziom katechezy i troszcząc się o duchowe wychowanie dzieci. 10 września 1928 r. otrzymał kanonię gremialną kapituły kolegiackiej św. Marcina w Opatowie. Kanonik gremialny był pełnoprawnym członkiem kapituły - z głosem decydującym w wyborze przełożonych i podejmowaniu uchwał. Wyróżnienie to było świadectwem zaufania oraz uznania dla jego wiedzy i zasług. 31 maja 1929 r. został przeniesiony do rodzinnej parafii św. Mikołaja w Końskich, gdzie objął urząd proboszcza oraz dziekana dekanatu koneckiego. W Końskich rozwinął szeroką działalność duszpasterską i społeczną. Prowadził Sodalicję Mariańską oraz Trzeci Zakon św. Franciszka, formując świeckich i wspierając rozwój ich pobożności. Był szczególnie bliski środowiskom robotniczym. Podczas jednego ze strajków robotniczych poszedł do strajkujących z Mszą Świętą i sakramentami - jego obecność i słowo przyczyniły się do uspokojenia nastrojów, a protest zakończył się pokojowo i pomyślnie dla pracowników. W 1933 r. został mianowany sędzią prosynodalnego Sądu Biskupiego, a w 1938 r. uhonorowano go Złotym Krzyżem Zasługi. W latach trzydziestych ks. Kazimierz Sykulski cieszył się w Końskich opinią kapłana szlachetnego, odważnego i niezwykle oddanego ludziom. Był spowiednikiem, kaznodzieją, opiekunem ubogich, rodzin robotniczych i młodzieży. Parafianie widzieli w nim nie tylko proboszcza, ale i ojca oraz przyjaciela. Gdy nad Europą zaczęły gromadzić się chmury wojny, nie szukał schronienia ani bezpieczeństwa. Jako proboszcz i dziekan trwał przy swoich parafianach, przygotowując ich duchowo na czas próby; zachęcał do częstej Komunii Świętej, spowiedzi, modlitwy za Ojczyznę i do wytrwałości wobec nadchodzącego cierpienia. Po wybuchu wojny w 1939 r. ks. Kazimierz Sykulski pozostał w Końskich, nie opuszczając swoich parafian. Dnia 4 września, podczas bombardowań, chodził po ulicach z bursą zawieszoną na piersiach, niosąc Komunię Świętą i oleje dla chorych, poszukując rannych, którym udzielał sakramentów i duchowej pociechy. Przy powszechnej panice on zachowywał spokój i opanowanie. Następnie przeniósł Najświętszy Sakrament do kaplicy szpitalnej i tam, mimo zagrożenia, trwał przy rannych i chorych, pełniąc posługę kapłańską. Już 8 września 1939 r. został aresztowany przez Niemców jako zakładnik, razem z najbardziej szanowanymi obywatelami miasta. Po kilku dniach uwolniono go, lecz w listopadzie 1939 r. został ponownie zatrzymany. Po kolejnym zwolnieniu natychmiast powrócił do pracy duszpasterskiej i charytatywnej. Aktywnie pomagał swoim wiernym, uciekinierom i wysiedleńcom przywiezionym transportem kolejowym. Wyjednał pozwolenie na działalność Komitetu Pomocy Ofiarom Wojny, który potem przyjął nazwę Rady Głównej Opiekuńczej. (...) Roztoczył opiekę nad więźniami. W lutym 1940 r. przyjął ludność wysiedloną z kaliskiego, kutnowskiego, ciechanowskiego i żywieckiego[12]. Wobec groźby ponownego aresztowania i pojawiających się sugestii opuszczenia Końskich odpowiadał wiernym: »Miejsce moje jest wśród parafian«. Innym razem: »Nie mogę opuścić swoich parafian, będę z nimi, nawet gdyby mi groziła śmierć[13]. Starostą koneckim był w tym czasie Niemiec Eduard Fitting (†29 V 1944), brutalny administrator, który w bezpardonowy sposób zawłaszczył pozostawione majątki, m.in. dobra hr. Tarnowskich. Wskutek konfliktu z administratorem tych dóbr, inż. Janem Karpińskim, Fitting oskarżył go o sabotaż oraz o pomoc oddziałowi mjr. Henryka Dobrzańskiego (1897-1940) o pseudonimie Hubal. Karpińskiego aresztowano i osadzono w więzieniu w Radomiu. Dzień później w pociągu do Częstochowy Niemcy zatrzymali kuriera Komendy Obwodu ZWZ. Dokumenty znalezione przy nim - w tym blankiety Administracji Dóbr Końskie Wielkie - doprowadziły do aresztowania kolejnych pracowników administracji majątku. W toku śledztwa w Radomiu włączono do tej sprawy inż. Karpińskiego. Przy tej okazji aresztowano także [po raz trzeci] koneckiego proboszcza, ks. prałata Kazimierza Sykulskiego, którego patriotyczna przeszłość i treści głoszonych kazań budziły podejrzenia o »wrogość w stosunku do Niemców i III Rzeszy«[14]. Po zakończeniu brutalnego śledztwa wszystkich przewieziono transportem do KL Auschwitz. Księdza Sykulskiego zarejestrowano, nadając mu numer obozowy 21962 i umieszczono w bloku 8, w izbie nr 4. Przydzielono go do ciężkiej pracy w betoniarni - wyczerpującej nawet dla młodych i zdrowych więźniów; dla kapłana w wieku niemal 60 lat była to droga ku śmierci. 11 grudnia 1941 r. do obozu nadeszła informacja o wyroku Sądu Doraźnego w Radomiu, skazującym ks. Sykulskiego na śmierć. Wszystko wskazuje na to, że wyrok zapadł na osobiste żądanie starosty koneckiego Fittinga. Tego samego dnia, o godzinie 15.00, błogosławiony ks. Kazimierz Sykulski został rozstrzelany. Jego ciało spalono w krematorium obozowym. Ostatnimi słowami, którymi zwrócił się do zaprzyjaźnionego kapłana, gdy prowadzono go na przesłuchanie - z którego już nie wrócił - były słowa: Jeżeli Bóg żąda ode mnie takiej ofiary dla dobra Kościoła i Ojczyzny, to ja chętnie ją składam[15]. SANDOMIERZ Diecezja sandomierska została erygowana w 1818 r., głównie z części terytorium diecezji krakowskiej, a także z fragmentów diecezji lubelskiej i płockiej. Jej obecne granice zostały ukształtowane w wyniku reformy administracyjnej Kościoła w Polsce w 1992 r. 42. Bł. ks. Antoni Rewera (1869-1942), urodził się 6 stycznia 1869 r. we wsi Samborzec koło Sandomierza w rodzinie Wawrzyńca i Rozalii z domu Sapielak, jako najstarszy z czworga rodzeństwa. Edukację rozpoczął w domu rodzinnym, a następnie kontynuował ją w sandomierskim progimnazjum, które ukończył z bardzo dobrym wynikiem. W 1884 r. został przyjęty do Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu, które ukończył w 1889 r. Dzięki pracowitości należał do najzdolniejszych kleryków. Jedynie ze śpiewu nie miał najwyższych ocen[16]. Ze względu na bardzo dobre oceny z wszystkich pozostałych przedmiotów i głęboką duchowość został skierowany na dalsze studia w Akademii Duchownej w Petersburgu, którą ukończył cztery lata później ze stopniem magistra teologii. W lipcu 1893 r. z rąk sandomierskiego biskupa diecezjalnego Antoniego Sotkiewicza (1826-1901) przyjął święcenia kapłańskie. Warto dodać, że biskup Sotkiewicz, wcześniej, przez jedenaście lat zarządzał diecezją warszawską, zastępując zesłanego na Sybir arcybiskupa metropolitę, dzisiejszego świętego Zygmunta Szczęsnego Felińskiego (1822-1895). Na swoim obrazku prymicyjnym ks. Antoni Rewera miał zapisane takie słowa: Obrałem być najmniejszym w domu Boga mojego, niźli mieszkać w przybytkach niezbożnych[17]. Swoją pierwszą posługę duchową rozpoczął w katedrze sandomierskiej jako wikariusz, ale już w styczniu 1894 r. został jako profesor powołany na stanowisko wicerektora w sandomierskim seminarium duchownym. Początkowo został wykładowcą Pisma Świętego i teologii moralnej, a kilka lat później wykładał archeologię, wstęp do Pisma Świętego i historię Kościoła. Nie zaniedbywał w tym czasie obowiązków duszpasterskich. Od 1894 r. przez cztery lata pełnił funkcję kapelana kościoła pw. św. Michała w Sandomierzu. W 1903 r. został kanonikiem sandomierskiej Kapituły Katedralnej, a rok później mianowano go rektorem kościoła św. Józefa. Od 1904 r. administrował parafią Mychów, będąc jednocześnie ojcem duchownym alumnów Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu. W 1907 r. Kapituła Katedralna wybrała go na wikariusza aktualnego katedry sandomierskiej. Urząd ten pełnił aż do marca 1934 r. Równocześnie, od 1912 r., był administratorem parafii św. Pawła w Sandomierzu, a w 1931 r. został mianowany prałatem dziekanem Kapituły Katedralnej w Sandomierzu. Gdy w 1934 r. parafię przeniesiono z katedry do kościoła św. Józefa, ks. Rewera objął tam obowiązki proboszcza i pełnił je aż do chwili aresztowania. Ks. Antoni Rewera angażował się również intensywnie w działalność społeczną. Był współorganizatorem spółdzielni spożywców Pomoc Bratnia. W 1908 r. założył organizację pod nazwą Związek Katolicki, którą kierował do 1917 r., a w 1910 r. powołał do życia Stowarzyszenie Robotników Chrześcijańskich. W latach 1921-1925 pełnił w Sandomierzu obowiązki kapelana więziennego. Oprócz tego był m.in. przewodniczącym Kółka Żywego Różańca, Bractwa Sodalisów Niepokalanego Poczęcia NMP, Bractwa Sodalisów św. Piotra Klawera i Bractwa Trzeźwości. Szerzył ideę trzeciego zakonu św. Franciszka[18]. Również z jego inicjatywy powstało w 1928 roku Towarzystwo Domu Ludowego p.w. św. Franciszka, które z biegiem czasu przekształciło się w działające do dzisiaj Zgromadzenie Córek Świętego Franciszka Serafickiego. Udzielał się także w Towarzystwie Dobroczynności oraz w Stowarzyszeniu Dziecięctwa Pana Jezusa, które organizowało pomoc dzieciom w krajach misyjnych. Ta nadzwyczajna pracowitość i gorliwość kapłańska ks. Antoniego Rewery nie osłabły również po wybuchu II wojny światowej i trwały aż do 16 marca 1942 r., kiedy gestapo, oddziały SS i Wehrmachtu rozpoczęły w Sandomierzu masowe aresztowania mieszkańców. Łącznie zostało uwięzionych 134 mieszkańców, wśród których byli nauczyciele, urzędnicy magistratu, sędziowie, studenci, inżynierowie, lekarze i farmaceuci, literaci, handlowcy, pocztowcy, wojskowi i policjanci. W grupie zatrzymanych było także pięciu miejscowych księży, w tym ks. Rewera oraz ks. Antoni Tworek (1897-1942)[19]. Spośród tych 134 obywateli Sandomierza aresztowanych wówczas, aż 123 z nich nie przeżyło wojny. Naocznym świadkiem aresztowania ks. Rewery był organista kościoła św. Józefa, Kazimierz Gajewski, który tak opisał to zdarzenie: Byłem w zakrystii, służyłem do mszy świętej, którą odprawiał wysiedlony z poznańskiego ks. Siuda. Ksiądz Prałat ubrany w komżę, klęczał na klęczniku, odmawiając brewiarz. W zakrystii było kilka osób uczestniczących we mszy świętej. Kiedy msza kończyła się, weszła wystraszona pani Stefania Sobolewska, mówiąc: Księże Prałacie, gestapo idzie. Ksiądz Prałat spokojnie odpowiedział: Niech sobie idą. W zakrystii zrobił się popłoch. Obecni uciekali do drzwi, a we wszystkich drzwiach kościoła stali gestapowcy. Do zakrystii weszło dwóch, jeden z nich wyciągnął listę z mankietu rękawa i czysto po polsku powiedział: Ksiądz Prałat Antoni Rewera, który to jest? A Ksiądz Prałat wstał z klęcznika i spokojnie powiedział: Ja jestem. Gestapowiec na to: Proszę z nami. A Ksiądz Prałat spytał: Czy mogę zabrać ze sobą brewiarz? A gestapowiec wyrwał go z ręki i rzucił na komodę. Natychmiast zabrali prałata i poszli do mieszkania na plebanię. Ja wyszedłem po chwili, idąc wystraszony. Przy bramie doszła do mnie kobieta. Chciała załatwić pogrzeb. Wziąłem kartę zgonu i razem z nią poszedłem do kancelarii pisać akt zgonu. Wchodzimy, a tu widok okropny. Wszystko porozwalane. Gestapowcy przeprowadzali rewizję w pokojach, w obecności Księdza Prałata. W drugim pokoju brat Księdza Prałata, Kazimierz Rewera, był przywiązany do łóżka. Ja aktu nie spisałem, bo Niemcy, rewidując mnie, kazali wyjść z kobietą do domu. W wielkim strachu doszedłem do Księdza Prałata, uścisnąłem i pocałowałem jeszcze w rękę i wyszedłem. Był to ostatni dzień, kiedy widziałem Księdza Prałata Rewerę[20]. Po aresztowaniu, pod zarzutem współpracy przy redagowaniu i czytaniu antyniemieckich ulotek, przewieziono go do więzienia na zamku sandomierskim. Tam wykazywał się wspaniałą postawą duchową, podtrzymywał współwięźniów na duchu, spowiadał ich i cały czas miał w rękach różaniec. Był przesłuchiwany codziennie i każdego dnia dręczony na różne sposoby. Podczas jednego z przesłuchań zapytano go m.in., „czy czytał tajne ulotki, odpowiedział: »Tak«, argumentując, że »z woli Bożej każdy ma prawo do wolności i swobody wypowiadania swoich myśli«. Do więźniów zdziwionych, dlaczego się przyznał, powiedział: »Nie mogłem przecież kłamać«. Gestapowcom, którzy obiecali go zwolnić, jeżeli powie od kogo dostawał ulotki, odrzekł: (...) »Moi parafianie mają do mnie zaufanie, ja ich wydać nie mogę«"[21]. To świadectwo dowodzi tego, jak wielkim poszanowaniem darzył ks. Rewera mówienie prawdy. Jego siostrzenica Maria Staśkiewicz (1920-2021) wspominała, że wuj powiedział jej, że już od siódmego roku życia nigdy nie skłamał. Inni świadkowie wspominali, że również pokora, prostota i ogromna dobroć charakteryzowała tego kapłana. Po dwóch tygodniach, z sandomierskiego więzienia został przewieziony do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Tam otrzymał numer obozowy 27458. W tym czasie ks. Rewera miał już 73 lata i jego osłabiony organizm dość szybko poddał się bakteriom tyfusu. W czerwcu 1942 r. specjalnym transportem przewieziono go do KL Dachau, gdzie otrzymał numer 30304. Tam umieszczono go razem z pozostałymi przybyłymi więźniami w specjalnym bloku kwarantanny. Ponieważ miał niezagojoną i ropiejącą ranę na nodze, po trzech tygodniach przeniesiono go do tzw. szpitala dla inwalidów. Czasami podczas pobytu w obozie zdarzało się, że kradziono mu porcję chleba. Nie czynił z tego wyrzutów, choć ta skromna racja często decydowała o życiu. Świadomy grożących mu konsekwencji nie zaprzestał kapłańskiej posługi. Przewodniczył modlitwom, spowiadał i wygłaszał pogadanki religijne. Sam doznając cierpień, starał się pomagać innym w znoszeniu uciążliwych warunków obozowego życia[22]. Swoje cierpienia ofiarował za parafian, rodzinę oraz siostry franciszkanki. W każdych warunkach zgadzał się z wolą Bożą i nigdy się na nic nie skarżył. Raz jeden poskarżył się delikatnie na izbowego, którym był więzień-kryminalista. Tak zakończyła się ta jego jedyna skarga: Pewnego dnia w miesiącu wrześniu 1942 r. nie otrzymał ks. Prałat produktów spożywczych z kantyny izbowej, jakie mu się należały słusznie prawem kolejności. Nie otrzymawszy w kolejce tego co mu się należało, ks. Rewera upomniał się spokojnie u blokowego. Ten niby zganił niewłaściwe postępowanie izbowego więźnia kryminalisty, ale tak znacząco, że izbowy szaleniec - sadysta, wziął ks. prałata do umywalni i tam wylał na starca kilka kubłów zimnej wody[23]. Niedługo po tym okrutnym wydarzeniu, 1 października 1942 r. ks. Antoni Rewera zmarł. Zachowało się wiele wspomnień o tym błogosławionym kapłanie, kilka z nich tu przytoczymy, zaczynając od wspomnień kapłana diecezji sandomierskiej ks. Edmunda Zawiszy (1905-1976), który po wojnie przebywał w Ameryce: - Otrzymałem list od jednego z księży wyzwolonych z obozu śmierci w Dachau. Pisał o znajomym dla mnie księdzu prałacie z Sandomierza, z Polski, Antonim Rewerze, proboszczu katedry sandomierskiej. Był drugim Janem Vianneyem, w konfesjonale przesiadywał po dziesięć i więcej godzin dziennie. Ludzie zjeżdżali się do spowiedzi z całej diecezji i z Małopolski. Wszystko oddawał ubogim, których nawiedzał. W roku 1942, w marcu, aresztowany przez Niemców i wywieziony do obozu w Dachau. 1 października był zamordowany, a po śmierci stał się cud z jego ciałem. Ciała wszystkich palili w piecach. Ogień zaś nie chciał się tknąć ciała śp. ks. Rewery. Trzy razy z rzędu pchali ciało do pieca i nie chciało się palić. I nie spaliło się. Musieli pochować go w ziemi. (...). Znałem dobrze proboszcza Rewerę. Wszyscy znajomi już za życia uważali go za świętego[24]. Kolejne świadectwo tak brzmi: - Był mianowanym spowiednikiem alumnów - wspominał ks. bp Piotr Gołębiowski (1902-1980), biskup pomocniczy, a później administrator apostolski diecezji sandomierskiej. - Przychodził co tydzień. Miał wyznaczony konfesjonał i zawsze penitenci już czekali. Spowiadał dość długo i w seminarium duchownym, i w katedrze. Każdemu penitentowi poświęcał dużo czasu. Widać było, że nic go wtedy nie obchodziło. Nic. Nieważne było, ile osób czeka - liczył się tylko ten jeden spowiadający się. Długie godziny spędzał Ksiądz Prałat w konfesjonale. Zwłaszcza w okresie wielkanocnym, Wielkiego Postu, spowiadał w nocnych godzinach, a niekiedy i do rana. Zyskał sobie wielkie zaufanie. Ludzie ściągali z dala, żeby się u niego wyspowiadać, a szczególnie pragnęli, żeby chociaż raz wyspowiadać się spowiedzią generalną, z całego życia, przed Księdzem Prałatem. Nieraz potem spotkać można było powiedzenie, że: »sumienie mam uregulowane na spowiedzi u ks. Antoniego Rewery« - opisywał biskup[25]. I jeszcze jedno świadectwo ks. Konrada Szwedy: »Potrafił w ekstremalnych i trudnych warunkach zgadzać się z wolą Bożą, a w cierpieniach dostrzegać wartość zbawczą«. I na zakończenie, jeszcze jedno: Ksiądz biskup Piotr Gołębiowski dodaje, że ks. Rewera był bardzo wyrozumiały dla innych, ale dla siebie był surowy. Prowadził życie ascetyczne i podejmował wiele wyrzeczeń. Przykład znajdziemy we wspomnianym już świadectwie Heleny Domagały: »Z tego czasu pamiętam taki szczegół: moja koleżanka Czajka Maria (dziś już nieżyjąca), poszła z koleżanką do ks. Rewery na polecenie nauczycielki w jakiejś sprawie. Dochodząc do plebanii, zobaczyły przez okno biczującego się księdza grubym powrozem i przerażone uciekły«[26]. [1] Męczennicy za wiarę 1939-1945, Praca zbiorowa, Warszawa 1996, s.183. [2] Tamże, s. 186-187. [3] Tamże, s. 191. [4] Tamże. [5] Tamże, s. 192. [6] Tamże. [7] Tamże. [8] Tamże, s. 193. [9] Tamże. [10] Tamże, s. 194. [11] Tamże, s. 193. [12] Tamże, s. 198. [13] Tamże, s. 199. [14] https://zeszytykombatanckie.pl/jak-rzadzil-i-zginal-zbrodniarz-z-konskich/, 10. 12. 2025 r. [15] Męczennicy za wiarę..., s. 199. [16] Ks. Tomasz Lis, Nie mogłem zawieść parafian, https://kosciol.wiara.pl/doc/3727892.Nie-moglem-zawiesc-parafian, 13. 12. 2025 r. [17] Tamże. [18] Męczennicy za wiarę 1939-1945, praca zbiorowa, Warszawa 1996, s. 202. [19] Maciej Replewicz, 80. rocznica śmierci bł. księdza Antoniego Rewery w Dachau, https://dzieje.pl/wiadomosci/80-rocznica-smierci-bl-ksiedza-antoniego-rewery-w-dachau, 13. 12. 2025 r. [20] Marlena Płaska, Zamordowany za prawdę, https://radiokielce.pl/995743/zamordowany-za-prawde/, 13. 12. 2025 r. [21] Męczennicy za wiarę 1939-1945... , s. 204. [22] Tamże, s. 205. [23] Dr Robert Piwko, Męczennik prawdy - Antoni Rewera , https://ipn.gov.pl/pl/historia-z-ipn/230403,Meczennik-prawdy-Antoni-Rewera.html, 16. 12. 2025 r. [24] Marlena Płaska, Zamordowany za prawdę, https://radiokielce.pl/995743/zamordowany-za-prawde/, 13. 12. 2025 r. [25] Tamże. [26] Tamże. Powrót |