|
108 polskich męczenników z czasów II wojny światowej Cz. XI Obraz ze str.: https://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/06-12a.php3 (dostęp 08. 09. 2025 r.) Tej nocy w naszej pielgrzymce towarzyszyć nam będzie kolejnych kilku polskich męczenników z grona stu ośmiu, których w Litanii Pielgrzymstwa Narodu Polskiego wzywamy jako świadków wiary i umierających z nienawiści do wiary, wiernych Panu Bogu i Jego Prawu. Rozpoczniemy od diecezji tarnowskiej, która została utworzona w 1783r., z części terytorium diecezji krakowskiej. Jej aktualne granice ustalono w 1992 r. Z grona 108 męczenników z diecezją związany jest błogosławiony ks. Roman Sitko (1880-1942), który urodził się 30 marca 1880 r. w Czarnej Sędziszowskiej, jako syn Wawrzyńca i Marii Borys. Do szkoły powszechnej uczęszczał w Czarnej i w Sędziszowie Małopolskim. W Rzeszowie ukończył słynne Gimnazjum im. ks. Stanisława Konarskiego, które kończyli m. in. bp Józef Pelczar (1842-1924) czy Władysław Sikorski (1881-1943), późniejszy generał i premier Polski na uchodźstwie. W 1900 r. po zdaniu z wyróżnieniem matury, wstąpił do Seminarium Duchownego w Tarnowie. 29 czerwca 1904 r. otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bpa Leona Wałęgi (1859-1933). Krótko po tym został kapelanem biskupa i prefektem Małego Seminarium. Od 1907 r. rozpoczął naukę katechezy w nowo wybudowanym Gimnazjum mieleckim, gdzie nauczał przez trzynaście lat. W 1920 r. został przeniesiony do II Gimnazjum w Tarnowie. W 1921 bp Wałęga powołał go na stanowisko Kanclerza Kurii Diecezjalnej, które sprawował przez 15 lat. Od 1936 r. został rektorem tarnowskiego Seminarium Duchownego. Zapamiętano go jako przełożonego, który był bardzo wymagający, ale nie rygorystyczny wobec kleryków. Traktował ich z dużym taktem i serdecznością. „Najmocniej wychowywał swoją postawą, głęboką pobożnością i kulturą osobistą. Gdy po otrzymaniu święceń podeszli do niego młodzi kapłani, by mu podziękować, wówczas on uklęknął pośród nich i poprosił o błogosławieństwo prymicyjne. Każdemu z neoprezbiterów całował ręce. Gdy się bronili, tłumaczył, że są to ręce konsekrowane, namaszczone, poświęcone Bogu. Ta scena pozostała dla wielu pokoleń kapłanów niezapomnianą lekcją pokory i pietyzmu wobec kapłaństwa"[1]. W tym okresie aktywnie angażował się również w inicjatywy duszpasterskie i organizacyjne, związane m.in. z powstaniem kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Tarnowie. Po wybuchu II wojny światowej ks. Roman Sitko, jako rektor tarnowskiego Seminarium Duchownego, pozostał na swoim stanowisku. Nie opuścił Tarnowa, mimo narastającego terroru niemieckiego i zagrożenia dla duchowieństwa. Niestety, na początku września 1939 r. niemieccy okupanci wkroczyli do gmachu Seminarium i nie dopuścili do rozpoczęcia nowego roku akademickiego. Wówczas, ks. Roman Sitko z częścią kleryków przeniósł się do willi Ave w Błoniu nad Dunajcem, gdzie mieścił się wakacyjny ośrodek sandomierskiego Seminarium. Tam udało mu się zorganizować wykłady dla I i V rocznika. We wrześniu 1940 r. Niemcy nie zezwolili na nabór nowych kandydatów do Seminarium. Jednak ks. Sitko nie usłuchał tego zakazu i w ośrodku tym rozpoczęto potajemne nauczanie kleryków. 22 maja 1941 r., w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, niemiecka policja wtargnęła do ośrodka w Błoniu i aresztowała ks. rektora, ojca duchownego ks. Józefa Brudza (zm. 1985), ks. profesora Juliana Piskorza (1891-1954) oraz 20 kleryków - wyłącznie z pierwszego roku, po czym wywieziono ich do więzienia w Tarnowie. Kleryków V roku nie zatrzymano, ale powiadomiono ich, że pod żadnym pozorem nie mogą opuszczać Błonia. Według zeznań świadków ks. rektor już podczas aresztowania był znieważany. W więzieniu, mimo szykan, dużo się modlił. Modlitwy swoje spisał „w formie poetyckiej. W ten sposób powstał jego słynny Modlitewnik, który nazwano Pieśniami więziennymi księdza Romana Sitki. Aresztującym mówił: »Ja biorę wszystko na siebie, całą odpowiedzialność za prowadzenie Seminarium, tylko tym wszystkim pozwólcie odejść«. I jeszcze inne słowa warte są przytoczenia: »Sam gotów jestem życie oddać, byleby ci (tzn. klerycy, profesorowie) byli wolni, gdyż dla mnie śmierć z rąk niemieckich byłaby pięknym epilogiem życia«"[2]. Po wzięciu przez ks. Romana Sitkę całej odpowiedzialności na siebie Niemcy w czerwcu 1941 r. zwolnili wszystkich aresztowanych alumnów. Dnia 20 sierpnia 1942 r. został on przewieziony do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, gdzie osadzono go w bloku nr 25 i nadano mu numer obozowy 61908. Ks. Roman Sitko poniósł śmierć męczeńską 12 października 1942 r. Okoliczności jego śmierci opisał Kazimierz Jaremkiewicz (†2001), współwięzień i świadek w procesie beatyfikacyjnym: Wszedłem na sztubę i zapytałem przebywających w niej więźniów, gdzie jest ks. infułat Sitko, bo go nie zauważyłem na pryczy. Więźniowie odpowiedzieli, że nie ma go, bo go wykończyli. Ja ich zapytałem: jak się to stało? Jeden z więźniów odpowiedział, że ksiądz Sitko szedł z nimi do pracy w komando, zasłabł i upadł na drogę. Współwięźniowie chcieli go podnieść, ale kapo, czyli szef komanda, nie pozwolił. Esesman, który szedł z tym komando, stanął butem na szyi księdza Sitki i go tym butem dobił. Świadkami tego wydarzenia byli ci więźniowie, którzy mieszkali z księdzem Sitką w tej samej sztubie i którzy mi o tym opowiedzieli. Moi rozmówcy byli świadkami tej śmierci[3]. Śmierć ks. Romana Sitki była dopełnieniem jego życia oddanego Kościołowi - świadectwem pasterskiej odpowiedzialności, która nie cofnęła się nawet przed ofiarą z własnego życia. WARSZAWA Diecezja Warszawska została utworzona bullą papieską przez papieża Piusa VI (1717-1799) w 1798 r. W 1817 r. została wyniesiona do rangi archidiecezji i metropolii warszawskiej, a jej obecne granice ustalono w 1992 r. Z diecezją związani są św. Andrzej Bobola (1591-1657), św. Klemens Hoffbauer (1751-1820), Maksymilian Kolbe (1894-1941), błogosławieni z grona 108 Męczenników z czasu II wojny: pięciu kapłanów warszawskich, dwaj kapucyni bł. Anicet Kopliński (1875-1941) i bł. Symforian Ducki (1888-1942), siedmiu franciszkanów konwentualnych z Niepokalanowa, bł. Antonin Jan Bajewski (1915-1941), bł. Pius Ludwik Bartosik (1909-1941), bł. Innocenty Józef Guz (1890-1941), bł. Achilles Józef Puchała (1911-1943), bł. Hermann Karol Stępień (1910-1941), bł. Tymoteusz Stanisław Trojanowski (1908-1942), bł. Bonifacy Piotr Żukowski (1913-1942), dwaj pallotyni bł. Józef Jankowski (1910-1941) i Józef Stanek (1916-1944)[4]. Warto dodać, że w czasie II wojny światowej z Archidiecezji Warszawskiej swoje życie oddało aż 74 kapłanów[5]. Bł. ks. Roman Archutowski, fot. ze str.: https://www.nsz.com.pl/blogoslawiony-ksiadz-roman-archutowski/, 13. 05. 2026 r. 44. Bł. ks. Roman Archutowski (1882-1943), urodził się 5 sierpnia 1882 r. we wsi Karolino koło Serocka, u ujścia Bugu do Narwi, na terenie ówczesnego zaboru rosyjskiego. Rodzicami byli zamożni ziemianie: Teofil Archutowski oraz Emilia z domu Karbowska. Ochrzczony został trzy dni po urodzeniu w kościele pw. św. Antoniego w Zegrzu. Podstawowe wykształcenie otrzymał w domu rodzinnym. W 1896 r. ukończył gimnazjum rządowe w Pułtusku. Po zdaniu matury w 1900 r. wstąpił do Seminarium Duchownego w Warszawie. Po zakończeniu formacji seminaryjnej w 1904 r. przyjął w warszawskiej archikatedrze św. Jana Chrzciciela święcenia kapłańskie z rąk ordynariusza archidiecezji warszawskiej, metropolity abp. Wincentego Teofila Popiela - Chościaka (1825-1912). Początkowo pracował jako wikariusz w diecezji łódzkiej, w parafii pw. św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny w Jeżowie, jednak już w 1905 r. został skierowany na dalsze studia do Cesarskiej Rzymskokatolickiej Akademii Duchownej w Petersburgu, - najważniejszego wówczas ośrodka akademickiego dla duchowieństwa katolickiego na terenie Imperium Rosyjskiego. Po ukończeniu studiów i uzyskaniu w 1910 r. stopnia magistra świętej teologii, na podstawie pracy Pan Jezus - Syn Boży. Świadectwo Chrystusa Pana o swym Bóstwie, powrócił do Warszawy. Podjął tam pracę jako prefekt szkół średnich: w Gimnazjum Realnym oraz w elitarnym Prywatnym Gimnazjum im. św. Stanisława Kostki przy ul. Traugutta. Szkoła ta była przeznaczona dla chłopców z rodzin arystokratycznych. Pod wpływem ks. Romana Archutowskiego zaczęto przyjmować do niej również chłopców z rodzin mniej zamożnych, których w szczególnych wypadkach zwalniano z opłaty czesnego. W latach 1925-1940 był dyrektorem tej szkoły. W tym czasie uczył religii i wykładał historię Kościoła. Choć nie był pedagogiem w sensie naturalnej łatwości oddziaływania wychowawczego, dał się poznać jako wychowawca wymagający, a zarazem głęboko szanowany i lubiany przez młodzież. „Wobec niejednokrotnie niesfornych wychowanków stosował werbalne karcenie: »Czy ty tak musisz robić?«- pytał delikwenta, patrząc mu prosto w oczy. [To] wystarczało..."[6] Jego prawdziwą domeną była praca naukowa. Pozostawił po sobie cenione opracowania, m.in. Historię Kościoła katolickiego w zarysie oraz podręcznik szkolny Krótki zarys historii Kościoła katolickiego. Opracował ponadto ponad 200 haseł i artykułów do Podręcznej Encyklopedii Kościelnej, redagowanej m.in. wspólnie z jego bratem, Józefem Archutowskim (1879-1944), co świadczy o rozległości jego wiedzy oraz systematyczności pracy badawczej. Był długoletnim prezesem Ogólnopolskiego Koła Prefektów oraz pracownikiem Kurii Metropolitalnej w Warszawie. Za swoje zasługi został odznaczony przez Stolicę Apostolską krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice (Dla Kościoła i Papieża). W latach 1940-1942 pełnił funkcję rektora warszawskiego Seminarium Duchownego. Tę funkcję przyszło mu pełnić w najtragiczniejszych dla stolicy i Polski czasach. Panował głód i niedostatek, budynki seminarium często pozostawały nieogrzewane [»jedliśmy tylko kromkę chleba z odrobiną mąki ze zmielonych kasztanów, no i jakąś tam zupkę [...] zimą w nocy woda w miskach zamarzała. Ucząc się klękaliśmy na krzesłach, bo tak ciągnęło od podłogi. Siedzieliśmy w nausznikach i studiowaliśmy teologię. Nikt nie uciekł!« - wspominał ówczesny kleryk, późniejszy historyk Kościoła, dyrektor biblioteki Seminarium Duchownego w Warszawie, ks. Henryk Żochowski (1921-1999)]"[7]. Jednak mimo tych wszystkich problemów w 1942 r. wyświęcił 31 alumnów. Ks. Archutowski swój autorytet wśród uczniów i wychowanków zdobywał nie efektowną retoryką, lecz postawą osobistej wiary, prawością charakteru i życzliwą, choć wymagającą swoją obecnością. To właśnie spójność życia i nauczania sprawiała, że był dla młodych ludzi wiarygodnym świadkiem Kościoła. Jego głęboka wiara i miłość do bliźnich, które były podstawą jego postępowania, przynosiły wspaniałe efekty. Swoje oszczędności, prawie w całości przeznaczał na pomoc wszystkim potrzebującym. Troszczył się o ubogich kleryków, pomagając im również materialnie, a w czasie okupacji, w miarę swoich możliwości, roztaczał opiekę nad Żydami. Odwiedzał w utworzonym w 1940 r. getcie warszawskim rodziny żydowskie i niektórych Żydów przeprowadzał do mieszkań poza gettem. Właśnie za pomoc Żydom został we wrześniu 1942 r. po raz pierwszy aresztowany przez gestapo. „Wśród alumnów bowiem, którzy w seminarium przebywali tylko miesiąc lub dwa, byli szpicle, którzy donieśli do niemieckiej niem. Geheime Staatspolizei (pl. Tajna Policja Państwowa), czyli osławionego Gestapo, że ksiądz rektor ukrywa Żydów..."[8] Ks. Archutowski podczas pobytu w więzieniu śledczym na warszawskim Pawiaku cały czas miał na sobie sutannę. Po miesiącu przesłuchań i tortur został wypuszczony, gdyż żadnych zeznań od niego nie wydobyto. Jednak już w nocy z 10 na 11 listopada 1942 r. został ponownie aresztowany i uwięziony na Pawiaku. Tym razem sutanna była powodem wyjątkowych szykan, które dotknęły ks. Archutowskiego. Tak opisał te represje Leon Wanat (1906 - 1978), w swojej książce Za murami Pawiaka: [...] wachmajster Ksawer Muller, znany ze swoich sadystycznych skłonności (...) uśmiechnął się ironicznie. »Wieder ein Pfaffe« - »znowu klecha«. Księdza zrewidowano, ostrzyżono, a w końcu zamknięto w jednej z cel przejściowych. Więźniowie otoczyli go kołem [...] Wachmajster słysząc podniesione głosy [...] »Verfluchter Pfaffe! « - »przeklęty klecha« - ryknął i [...] wypędził wszystkich na korytarz. [...] więźniowie biegli przez całą długość korytarza popędzani pejczem. »Zmęczyliście się? [...] Teraz żabki« [...] obecni przy tym inni wachmajstrzy bili więźniów. Ksiądz nie miał już siły dalej skakać, sutanna przeszkadzała w ruchach. »Zdejmuj tę czarną szmatę!« - zaryczał Muller ze złością. Ksiądz [...] zaczął ściągać sutannę. Na korytarzu [...] stał Żyd, Jerzy Bombel, neofita, czyścił buty wachmajstrów. »Bombel!« - zawołał Muller - »Zabierz tę czarną płachtę, będziesz miał czym czyścić buty! «. [...] Muller kopnął go i ze śmiechem kazał mu włożyć na siebie sutannę. [...] wachmajstrzy zwrócili się do stojących obok więźniów: »Na co czekacie? Całować księdza w rekę!«. Wahając się podchodzili do stojącego bezradnie Bombla i całowali go w opuszczoną dłoń. Pocałował go także i ks. Archutowski. Bombel miał łzy w oczach. Na drugi dzień rano Bombel podszedł do ks. Archutowskiego i zaczął go przepraszać. »Pan niewinny« - odrzekł ksiądz do Bombla. »A o sutannę, to niech ksiądz będzie spokojny« - rzekł - »Zwrócę ją księdzu, jak tylko Muller skończy służbę. Wisi wyczyszczona w mojej celi. Tylko niech ksiądz nie wkłada jej więcej na siebie, bo może narazić się na nowe przykrości«. Nie zastosował się do [tej] rady. Kilkukrotnie później bito go bykowcem, katowano. Po wywiezieniu z Pawiaka okrwawioną sutannę [ks.]Romana - wywożono go wszak z »więzienia śledczego«, a w obozach koncentracyjnych prywatnych ubrań nosić nie było wolno - przekazano rodzinie, która przechowywała ją jak relikwię...[9]. Ks. Archutowski przebywał na Pawiaku cztery miesiące, w czasie których był praktycznie nieustannie katowany, w czasie modlitw szczuty psami lub bity pejczem. Nakładano mu nawet koronę z drutu zmuszając do wyrzeczenia się wiary. Ksiądz nigdy nie złorzeczył swym oprawcom, a wręcz przeciwnie modlił się za nich. Współwięźniów otaczał opieką duchową, pocieszał i gdy mógł, spowiadał. W czasie pobytu na Pawiaku został mianowany kanonikiem warszawskiej Kapituły Katedralnej przy katedrze pw. św. Jana Chrzciciela, ale się nigdy o tej nominacji nie dowiedział. 25 marca 1943 został przewieziony do obozu koncentracyjnego na Majdanku koło Lublina. Tam przydzielono go najpierw do prac ogrodowych, gdzie trzeba było grabić, przekopywać klomby i wykonywać tym podobne prace. Jednego razu, gdy podczas pracy, zziębnięty i trzęsący się jak w febrze ks. Archutowski usiadł na chwilę by nabrać sił, doskoczył do niego trzynastoletni lagerjunster (obozowy junior) o przydomku Bubi, niemiecki sadysta. Tak wspominał to zdarzenie współwięzień Jerzy Kwiatkowski (1894-1980): ...uderza [księdza] (...) ręką w twarz, po czym każe temu wysokiemu mężczyźnie schylić się i bije go batem po siedzeniu. Ma bat z drutem, uderzenia więc są bardzo bolesne. Cichy jęk wydobywa się z ust kapłana. Stary siwy Żyd, blokowy Bass, stojący opodal mnie, mruczy pod nosem przekleństwa pod adresem Bubiego[10]. Ksiądz Archutowski miał wówczas 61 lat, był darzonym wielkim szacunkiem kapłanem, profesorem Seminarium i musiał przechodzić tego typu upokorzenia. Jak wielkiej to wymagało pokory od niego. Gdy wycieńczony wielomiesięcznym więzieniem organizm ks. Archutowskiego nie wytrzymywał trudów tej pracy, wówczas wyznaczono go do przewożenia i noszenia zwłok do krematorium. Ponieważ w tym czasie nasiliła się epidemia tyfusu ksiądz Archutowski, który wcześniej przeziębił się, szybko zaraził się tyfusem plamistym. Zmarł w Niedzielę Palmową 18 kwietnia 1943 r. Jego ciało spalono w miejscowym krematorium. Jego życie i śmierć pozostały świadectwem głębokiej wiary, przeżywanej do końca bez kompromisów. Cierpienia go nie załamały; w każdej sytuacji starał się je łączyć z Ofiarą Chrystusa[11]. 45. Bł. ks. Edward Detkens (1885-1942), urodził się 14 października 1885 r. w ówczesnej podwarszawskiej wsi Mokotów, (dziś dzielnicy Warszawy), w szlacheckiej rodzinie ziemiańskiej. Jego ojcem był Aleksander Emil Detkens (1865-1914) a matką Józefa z domu Mess (1861-1914). Miał młodszą siostrę Stefanię Bronisławę (1888-1926). Ich wychowaniem religijnym zajmowała się głównie matka. Po ukończeniu w Siedlcach szkoły średniej, w 1903 r. rozpoczął studia w Wyższym Seminarium Duchownym św. Jana Chrzciciela w Warszawie, które ukończył w 1908 r. W tym samym roku przyjął święcenia kapłańskie z rąk arcybiskupa metropolity warszawskiego ks. Wincentego Teofila Popiel-Chościaka (1825-1912). Początkowo, w latach 1908-1913, pracował jako wikariusz w Żbikowie (dzisiejsza dzielnica Pruszkowa) a następnie, również jako wikariusz, został przeniesiony do archikatedry św. Jana Chrzciciela w Warszawie. W 1920 roku został prefektem szkół średnich i jednocześnie duszpasterzem akademickim przy warszawskim kościele p.w. św. Anny. W 1926 r. ukończył studia na Uniwersytecie Warszawskim, uzyskując tytuł magistra świętej teologii. W 1934 r., po śmierci ówczesnego rektora kościoła św. Anny, ks. Edwarda Szwejnica (1887 - 1934), został mianowany rektorem tej świątyni. Ks. Edward Detkens posiadał wyjątkowy dar pracy z młodymi ludźmi. Był wspaniałym wychowawcą najpierw młodzieży gimnazjalnej, a następnie akademickiej. W ramach duszpasterstwa akademickiego prowadził działające przy Politechnice Warszawskiej katolickie stowarzyszenie młodzieżowe Iuventus Christiana. Młodzież nazywała go Wielkim Sercem, gdyż - jak wspominano - „do każdego bez wyjątku człowieka nastawiony był życzliwie. Wierzył, że przy pomocy łaski Bożej można przełamać wszelkie zło i piętrzące się trudności. Kościół św. Anny uważał za szczególne miejsce swojej pracy, gdzie spełniał obowiązki kapłańskie wynikające ze święceń /msza św., kazania, konfesjonał, itp/. Był pokorny i uważał siebie za człowieka skromnego, stąd nominację na kanonika przyjął jako wyróżnienie niezasłużone[12]". To w 1936 r. w uznaniu jego dotychczasowej pracy i ofiarnej postawy „uhonorowany został przywilejem noszenia łac. Rochettum et Mantolettum (pl. rokieta i mantolet), co oznaczało, że odtąd był określany mianem kanonika (łac. canonicus), acz nie należał do żadnej kapituły...[13]". Miesiąc po wybuchu II wojny światowej, dokładnie 4 października 1939 r. niemiecka tajna policja po raz pierwszy aresztowała ks. Edwarda Detkensa. W tym czasie, przed przyjazdem do okupowanej Warszawy Adolfa Hitlera (1889 - 1945), prewencyjnie, jako zakładników, aresztowano ponad 250 duchownych. I w tej grupie aresztowanych, a następnie przewiezionych na Pawiak, znalazł się ks. Detkens, który to zniewolenie przyjmował w duchu wiary i w pełnej zgodzie z wolą Bożą. Po tygodniu, większość z tych więźniów wypuszczono na wolność, ale ks. Detkensa przetrzymywano aż do lutego 1940 r. Gdy został wypuszczony, od razu powrócił do swoich obowiązków duszpasterskich. I wówczas, na Wielkanoc, która przypadała w dniach 24 (niedziela) i 25 (poniedziałek) marca 1940 r. mieszkańcy Warszawy mogli zobaczyć „na gruzach zbombardowanej kaplicy kościoła akademickiego Grób Pański - »wśród połamanych lichtarzy, pogruchotanych krzyży, stojącą postać Chrystusa, a w tle czerwoną łunę, sczerniały, zwęglony krzyż z białym welonem i monstrancję z Eucharystią«"[14]. Kilka dni później, bo już 30 marca, ponownie aresztowano ks. Detkensa. Najpierw przewieziono go do więzienia śledczego na ul. Rakowieckiej a następnie na Pawiak. Tam poddany został wyrafinowanym szykanom i torturom. Po niedługim czasie, ks. Detkens, wraz z innymi więźniami został wywieziony do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen-Oranienburg. Opis tej wyczerpującej podróży przedstawił ks. prałat Wincenty Malinowski (1900? - 1982): „...przewieziono mnie wtedy z więzienia rakowieckiego na Pawiak. Było tu już kilku księży, m. in. także ks. rektor Detkens (...). Byłem w jednej celi z Ks. Rektorem. Stamtąd wywieziono nas 2 maja 1940 roku... Wszyscy byliśmy w sutannach... Bili nas czym popadło, co mieli w ręku: kolbami, również kijami, żelazem itp. Tak, weszliśmy do wagonu, gdzie nas zamknięto. Było ciasno, bo było sto kilkadziesiąt osób w jednym wagonie. Trudno nawet było stać. Ks. Rektor jakoś się umieścił przy ścianie, koło mnie. Zaczął się zmrok, był wieczór. Wtedy jeden z SS-manów strzelił dwa, czy trzy razy z zewnątrz wagonu. Jednego z Żydów zabił, dwóch ciężko ranił (...). Po przybyciu do Sachsenhausen znowu nas przywitano kijami, biciem, znęcaniem się. Umieszczono nas na kwarantannie. Ks. Detkens zawsze cichy, spokojny, nie narzekający, był przykładem dla innych w znoszeniu tych wszystkich trudności[15]". Po przyjeździe do obozu otrzymał numer 24014. Przebywał tam półtora roku. W tym czasie był bity i zmuszany do ciężkiej pracy przy budowie dróg i noszeniu cegieł. Wówczas też na jego całym ciele pojawiły wrzody. Jeden ze współwięźniów, o. Leopold Marian Wileński (1916 - 2010) tak to opisał: „Ks. Detkens, drobny, zgarbiony, w zniszczonych okularach powiązanych sznurkiem, był obsypany okropnymi wrzodami, zwłaszcza na karku - prawdziwy Łazarz. [...] najbardziej owrzodzeni więźniowie byli grupowani w dwóch specjalnych barakach, gdzie panował straszny zaduch - cuchnęła ropa. Ks. Detkens też przebywał w takim baraku"[16]. W marcu 1941 r., po wyleczeniu z wrzodów, został wypuszczony z tzw. rewiru, jednak - jak pisał w jednym z zachowanych listów - jego nogi pozostawały stale opuchnięte. 30 września 1941 r. został wysłany w transporcie do obozu koncentracyjnego w Dachau. Jego transport dotarł 10 października 1941 r. do Monachium, a po południu o godz. 17.30 zarejestrowano go w obozie. Tam dano mu nowe ubranie obozowe i nowy numer obozowy 27831. Mimo olbrzymich szykan i nieludzkich warunków obozowych ks. Detkens zachowywał niezłomną wierność Chrystusowi. Nie załamywał się, a wręcz przeciwnie - innych podtrzymywał na duchu. W jego listach odnajdujemy pogodę serca, wewnętrzny spokój oraz całkowite poddanie się woli Bożej. „Wyniszczony przez choroby i głód został przydzielony do bloku tzw. inwalidów, skąd 10 VIII 1942 r. zabrano go do komory gazowej. Gdy prowadzono go na śmierć odmawiał głośno modlitwę: »Nunc dimittis servum Tuum [Domine], ...« [czyli Kantyk Symeona: Teraz o Panie, pozwól odejść słudze swemu], a potem głośno, powtarzał kilkakrotnie razem z innymi: »Pójdę za Tobą, Chryste, drogą krzyża, bo krzyż najlepiej mnie do Ciebie zbliża. Daj mi o Chryste, przez Twą świętą mękę, gazowej męki zwyciężyć udrękę«"[17]. 46. Bł. ks. Michał Oziębłowski (1900-1942) urodził się 28 września 1900 r. w Izdebnie Kościelnym w pobliżu Błonia, w ubogiej, lecz bardzo religijnej rodzinie. Jego ojcem był Antoni Oziębłowski, a matką Maria z domu Ładowska. Był najstarszym z ośmiorga dzieci. Ojciec utrzymywał rodzinę jako kołodziej, pracując także dorywczo w sadzie. Dzieciństwo Michał spędził w Oryszewie-Osadzie, należącym do parafii Szymanów. Tam również ukończył naukę w szkole powszechnej. W tym czasie zmarł jego ojciec, dlatego Michał, jako najstarszy w rodzinie, starał się przejąć jego obowiązki, stając się „podporą moralną dla matki i rodzeństwa[18]". Mimo bardzo trudnych warunków życiowych w latach 1919-1922 ukończył gimnazjum w Skierniewicach i wstąpił do Seminarium Duchownego w Warszawie. Niestety, choroba płuc zmusiła go w 1924 r. do przerwania nauki i poddania się długotrwałej kuracji leczniczej. W przerwach, między zabiegami większość czasu spędzał w domu rodzinnym. Sąsiedzi, widząc, że nie jest już klerykiem, uważali, iż został wyrzucony z seminarium, dlatego zdarzało się, że mijając go „pluli mu w twarz[19]". Ponieważ choroba nadal postępowała, w 1930 r. wyjechał do Otwocka, który był wówczas jednym z głównych ośrodków leczenia chorób płuc i gruźlicy. Zdrowe powietrze oraz odpowiednia terapia doprowadziły w 1934 r. do całkowitego wyleczenia Michała Oziębłowskiego. Umocniony odzyskanym zdrowiem i wcześniejszymi cierpieniami, powrócił do swego kapłańskiego powołania i po raz drugi rozpoczął naukę w Seminarium Duchownym w Warszawie. Mimo znacznej różnicy wieku, dzięki przykładnej pobożności, samozaparciu i pracowitości, cieszył się dużym szacunkiem i sympatią kleryków ze swojego roku. „Nauka nie szła mu łatwo, uczył się więc pilnie, zwłaszcza łaciny, oceny miał średnie, cieszył się z każdego zdanego egzaminu[20]. W czerwcu 1938 r. w warszawskiej katedrze św. Jana Chrzciciela przyjął święcenia kapłańskie z rąk sufragana archidiecezji warszawskiej, abpa Stanisława Galla (1865-1942). Mszę prymicyjną odprawił w Szymanowie, a wszystkie ofiary otrzymane „z okazji prymicji przeznaczył na odnowienie figury Matki Bożej w kościele Szymanowskim[21]". W sierpniu 1938 r. rozpoczął posługę jako wikariusz w kościele św. Wawrzyńca w Kutnie, gdzie proboszczem był bł. ks. Michał Woźniak (1875-1942). W swojej pracy duszpasterskiej dał się poznać jako kapłan niezwykle gorliwy, niosący pomoc duchową, a potrzebującym także materialną. „W opinii parafian uchodził za męża Bożego, »księdza z prawdziwego powołania«. W jego postawie można było zauważyć skupienie i zjednoczenie z Bogiem, a jednocześnie był bardzo bezpośredni. Był człowiekiem modlitwy, głębokiej wiary i wielkiej ufności Bogu[22]". Po wybuchu wojny ks. Michał Oziębłowski, wraz ze swoim proboszczem ks. Michałem Woźniakiem, mimo zajęcia Kutna przez Niemców, nie opuścił parafian i pozostał na swojej placówce. Wybuch II wojny światowej stał się dla niego momentem szczególnej próby. Kapłaństwo, które przyjął po latach cierpienia, choroby i wyrzeczeń, zostało teraz wystawione na doświadczenie graniczne. Pozostając przy swoich parafianach w okupowanym Kutnie, wkroczył w czas, w którym wierność Chrystusowi i pasterska odpowiedzialność oznaczały gotowość na najwyższą ofiarę. W dniach od 9 do 22 września 1939 r. na tym terenie miała miejsce największa bitwa kampanii wrześniowej, nazwana Bitwą nad Bzurą lub Bitwą pod Kutnem. Wówczas „przez Kutno przetaczały się oddziały wojska. Przez jeden dzień przebywał tam też Prymas Polski, August kard. Hlond (1881- 1948), który udawał się do Warszawy - był jeszcze pewien optymizmu, co odnotował proboszcz Woźniak. (...) W tych dniach wikariusz Michał uratował od śmierci niemieckiego lotnika, który spadł wraz z samolotem koło Kutna: »Gdyby go ksiądz nie obronił, byliby go zabili, bo ani siostry, ani lekarze nie mieli wpływu [na rozjuszonych rodaków]« - zapisał w cudem zachowanych »Wspomnieniach« ks. Michał Woźniak...[23]". Był to bardzo ciężki czas, a mimo tego ks. Oziębłowski pamiętał o swojej rodzinie i żywo się nią interesował. Zachował się jeden z listów ks. Michała, napisany 18 marca 1941 r. do jego sióstr, na kilka miesięcy przed aresztowaniem: „Kochane Siostry. List z dnia 15 III otrzymałem. Dziwicie się, dlaczego ja nie piszę, a mnie już się znudziło pisać te listy, bo teraz w ostatnich dwóch miesiącach pewno ze cztery listy pisałem i nie mam nigdy żadnej odpowiedzi... jakoś nie dochodzą, bo czasem jak dam, żeby ktoś wrzucił do skrzynki, to może ze względu na ciekawość listu lub na kradzież znaczka zachęcony, nie wrzuci listu. Trzeba listy samemu wrzucać lub przez pewną osobę... U nas ostatnio bez zmian[24]". Był to okres nasilających się niemieckich represji wobec Kościoła katolickiego. Wówczas ks. Michał otrzymał propozycję ratowania swojego życia: opuszczenia parafii i ukrycia się. Z propozycji tej jednak nie skorzystał i tak na nią odpowiedział: „Pozostanę wierny mojemu powołaniu, nie zostawię ludu, będę dzielił los ks. proboszcza i innych kapłanów"[25]. 6 października 1941 r., razem ze swoim proboszczem i kilkoma innymi kapłanami, został aresztowany, a następnie przewieziony do przejściowego obozu w pocysterskim klasztorze w Lądzie nad Wartą. Również tam otrzymał propozycję ucieczki, przygotowaną przez zaprzyjaźnionych parafian, z której ponownie nie skorzystał. Chciał pozostać wierny swojemu powołaniu i nie opuścić starszego wiekiem proboszcza ani innych współbraci w kapłaństwie. 27 października 1941 r. ks. Michała, wraz z jego proboszczem i innymi kapłanami, przewieziono do obozu koncentracyjnego w Dachau, gdzie otrzymał numer obozowy 28201. W obozie tym był, podobnie jak wszyscy księża, poniżany, bity i wykorzystywany do najcięższych prac. Mimo tych udręczeń, cały czas zachowywał się godnie, szanując swoje kapłaństwo, pocieszał innych, „wypełniał swoje powinności duszpasterskie, spowiadał więźniów i roznosił Komunię św.[26]". Dzielił się ze swoimi współwięźniami tym, co udało mu się zaoszczędzić, a więc najczęściej, jakąś porcją chleba. Jednemu ze zmarzniętych braci, choć sam cierpiał chłód, oddał swój sweter. Wkrótce zachorował na zapalenie płuc lub też odnowiła się jego dawna gruźlica. Wygłodzony i wyniszczony organizm coraz bardziej ulegał tej ciężkiej chorobie. Ale, „mimo choroby, głodu, udręczeń, powolnego umierania w obozie wytrwał ks. Michał Oziębłowski w wierności Chrystusowi, spełniając posługę kapłańską do ostatniej chwili swojego życia. Umierał tak, jak Chrystus w bólu i cierpieniu. Życie zakończył dnia 31 lipca 1942 roku. Po wojnie siostra ks. Michała Oziębłowskiego Maria wspominała, że będąc wywieziona do Niemiec, spotkała tam pewnego księdza /nazwiska jego nie pamięta/, który oświadczył, że »jej brat Michał zmarł na jego rękach«. Na wiadomość o śmierci ks. Michała, która dotarła w sierpniu 1942 roku, jego matka doznała paraliżu i po miesiącach ciężkiej choroby zmarła w 1943 roku"[27]. Śmierć ks. Michała Oziębłowskiego była konsekwencją drogi, którą obrał świadomie: drogi wierności kapłańskiemu powołaniu, solidarności z powierzonym mu ludem i gotowości do poniesienia najwyższej ofiary. Bł. ks. Zygmunt Sajna, fot. ze str.: https://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/09-17i.php3, 13. 05. 2026r. 47. Bł. ks. Zygmunt Sajna (1897-1940), urodził się 20 stycznia 1897 r. we wsi Żurawlówka na Podlasiu, w parafii św. Antoniego Padewskiego w Huszlewie. Zygmunt wychowywał się w licznej rodzinie, jako czwarte dziecko spośród sześciorga rodzeństwa. Jego rodzicami byli Franciszek i Franciszka z domu Jarosz. Rodzice byli głęboko wierzącymi katolikami i wychowywali swoje dzieci w atmosferze pobożności. W 1918 r., po ukończeniu gimnazjum w Siedlcach i uzyskaniu matury, Zygmunt wstąpił do Seminarium Duchownego w Warszawie. Był bardzo obowiązkowym i koleżeńskim alumnem. Na wakacje i święta zabierał ze sobą do domu kilku uboższych kleryków, których rodzina gościła i pomagała materialnie, przekazując im m.in. odzież, a młodsze siostry Zygmunta robiły na drutach dla nich swetry. W lutym 1924 r. Zygmunt Sajna otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bpa Stanisława Galla (1865 - 1942), ówczesnego sufragana archidiecezji warszawskiej. Mszę prymicyjną odprawił w swojej rodzinnej parafii. Na swoich obrazkach prymicyjnych umieścił m.in. takie motta: „»Boże mój, wolę raczej umrzeć, aniżeli zgrzeszyć« , »Oto idę, abym czynił, o Boże, wolę Twoją«, »W prostocie i szczerości serca oddaję się dziś Tobie na sługę wiecznego«, »Kto nie znosi krzyża swego i nie idzie za mną, nie może być moim uczniem«. Te zawołania starał się (...) realizować w swoim życiu kapłańskim"[28]. Początkowo ks. Zygmunt Sajna pracował jako wikariusz w parafii Babice. Dość szybko jednak, bo już w październiku 1924 r., został skierowany na studia do Rzymu. Tam podjął studia z zakresu prawa kanonicznego na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim, mieszkając w Kolegium Polskim. Niestety, z powodu choroby płuc i serca zmuszony był przerwać studia. Po uzyskaniu stopnia licencjata prawa kanonicznego powrócił do kraju. Stan jego zdrowia wymagał długotrwałej kuracji, dlatego przez kilka lat przebywał w Szymanowie, a następnie w Zakopanem. Po zakończeniu leczenia powrócił do czynnej posługi duszpasterskiej. Pracował kolejno jako wikariusz w warszawskich parafiach: św. Antoniego Padewskiego przy ul. Senatorskiej (1931-1932), św. Aleksandra na Placu Trzech Krzyży (1932-1935) oraz w archikatedrze św. Jana Chrzciciela (1935-1938). W tym czasie dał się poznać jako duszpasterz wyjątkowo wrażliwy na ludzką biedę i duchowe zagubienie. Umiał dotrzeć do tych, którzy żyli na marginesie społeczeństwa. „Kiedy dowiedział się, że pod dawnym mostem Kierbedzia żyją rodziny bezdomne, bez żadnej opieki duchowej, bez ślubu kościelnego, pospieszył im z pomocą. Przygotował ubogie dzieci do I Komunii św. oraz 40 młodych par ubogich doprowadził do sakramentu małżeństwa, obdarowując obrączkami ślubnymi i upominkami[29]". Pod koniec 1938 r. kard. Aleksander Kakowski (1862-1938) mianował ks. Zygmunta Sajną proboszczem i dziekanem parafii pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Górze Kalwarii. Tam żył nadal bardzo skromnie, dając się poznać jako dobry kaznodzieja i gorliwy spowiednik, troszczący się o dobro całej wspólnoty parafialnej. W tej parafii zastała go okupacja niemiecka. Nie myślał o jej opuszczeniu, mimo że pojawiały się ku temu możliwości. Wiedział, że składano na niego donosy, a mimo to potrafił przebaczać swoim wrogom. Z odwagą piętnował zbrodnie niemieckie, dokonywane na niewinnej ludności. W jednym z Kazań (8 XII 1939) powiedział: »Zapewniam Was w imię Boga Wszechmogącego, w imię Maryi, Królowej Polski Niepokalanie Poczętej, iż przyjdzie czas, że smutek Wasz w radość się obróci. Najświętsza Dziewica Maryja ma Was w swojej opiece, nie układajcie na duchu, zaufajcie Jej«[30]. Za to kazanie w styczniu 1940 r. nałożono na niego areszt domowy, zakazując wychodzenia z mieszkania oraz pełnienia funkcji kapłańskich. Odwiedzający go parafianie i członkowie rodziny namawiali go do ucieczki. On jednak pozostawał nieugięty, powtarzając, że w niczym nie zawinił, na kazaniach mówił tylko prawdę, o godności człowieka, o walce z ludobójstwem, o miłości do Ojczyzny, pocieszał wszystkich mówiąc, że doczekamy lepszych czasów, zachęcając do wspólnej modlitwy... dał sobie słowo kapłana, że nie opuści parafii, nie pozwoli aby z jego przyczyny zostało rozstrzelanych setki niewinnych ludzi[31]. Po pewnym czasie został przeniesiony do koszar wojskowych, a następnie do Zakładu dla Starców w Górze Kalwarii. Także tam otrzymał propozycję ucieczki, z której nie skorzystał. Podczas całego okresu uwięzienia pozostał wierny Kościołowi i Ewangelii - nosił sutannę, nie rozstawał się z brewiarzem i różańcem. W kwietniu 1940 r. przewieziono go do Warszawy - najpierw do siedziby gestapo przy Alei Szucha, a następnie do więzienia na Pawiaku. Tam był brutalnie bity i torturowany. Mimo cierpienia pocieszał współwięźniów, zachęcał ich do modlitwy, a w miarę możliwości spowiadał i udzielał Komunii Świętej. Hostie dostarczali mu łącznicy spoza murów więzienia, natomiast kielich, którego używał podczas sprawowanych przez siebie Mszy Świętych, przechowywany jest do dziś w klasztornym skarbcu na Jasnej Górze. O świcie 17 września 1940 r. razem z grupą 200 osób, ks. Zygmunt Sajna został wywieziony do lasu w Palmirach. Kiedy opuszczał swoją celę, wiedząc, że idzie na śmierć, „udzielił współwięźniom błogosławieństwa i wypowiedział słowa pociechy, za co otrzymał od gestapowca kilka mocnych uderzeń pejczem"[32]. Świadkowie, którzy zbierali grzyby w lesie, widzieli z odległości około stu metrów tragedię, która wówczas rozegrała się w tamtym miejscu. Widzieli grupy ludzi, stojących przy świeżo wykopanych dołach na polanie w Palmirach. Ludzie ci krzyczeli i płakali, a do nich przemawiał kapłan i czynił znak krzyża błogosławiąc ich. Po czym padały salwy karabinowe i tak mordowano kolejne grupy. Następnego dnia świadkowie ci widzieli tam zasypane oraz zamaskowane igliwiem i jałowcem doły, w których leżały ofiary wczorajszej tragedii. „W 1946 r. w Palmirach dokonano ekshumacji mogił ofiar Puszczy Kampinoskiej. Zwłoki ks. Zygmunta Sajny rozpoznała jego siostra, Maria Zyta Sajna (1901-1987), zakonnica Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Loretańskiej (łac. Congregatio Sororum Beatae Mariae Lauretanae - CSL), czyli loretanka. W protokole zapisano: »Znaki szczególne: Ksiądz. Włosy czarne. W górnej szczęce wszystkie ładne zęby. Czarne palto, kieszenie skośne, czarny sweter na drutach, z rękawami, pojedynczy ryż, sutanna, czarne spodnie na pasek, za kolanami spięte sprzączkami, czarne długie pończochy, czarne trzewiki nie żelowane, płócienna koszula i kalesony. Pektorał brązowy. Przyczyna zgonu: Rozstrzelany przez Niemców. Depozyty: Kawałek sutanny, palto, sweter, spodnie, pektorał, medaliki, papierki. Uwagi: Opaska na oczach. Rozbita dolna szczęka«"[33]. Okazało się, że przed śmiercią był tak pobity, iż wybito mu wszystkie dolne zęby. W czasie ekshumacji znaleziono chusteczkę z wyszytym monogramem ks. Zygmunta Sajny. Bibliografia: Ks. Kaczmarek Tomasz, Sanktuarium Licheńskie i męczennicy, Marki b.r. Martyrologia duchowieństwa polskiego 1939-1956, praca zbiorowa, Łódź 1992. Męczennicy za wiarę 1939-1945, praca zbiorowa, Warszawa 1996. Ks. Królik Ludwik, Pięciu kapłanów męczenników, Warszawa 1994. https://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/06-12a.php3 (dostęp 08. 09. 2025 r.) Błogosławiony ksiądz Roman Sitko, https://www.wsd.tarnow.pl/bl-ks-roman-sitko, 18. 12. 2025 r. Bł. Roman Archutowski, https://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/0418blROMANARCHUTOWSKImartyr01.htm, 20. 12. 2025 r. Bł. EDWARD DETKENS, https://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/0810blEDWARDDETKENSmartyr01.htm, 27.12.2025 r. Ks. Sławomir Kęszka, Bł. ks. Edward Detkens (1885-1942), https://www.opiekun.kalisz.pl/bl-ks-edward-detkens-1885-1942/, 27. 12. 2025 r. Bł. MICHAŁ OZIĘBŁOWSKI, męczennik patron: Kutna, https://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/0731blMICHALOZIEBLOWSKImartyr01.htm, 10. 01. 2026 r. bł. ZYGMUNT SAJNA, 1897, Żurawlówka - ✟ 1940, Palmiry Męczennik, patron: Góry Kalwarii, diecezji warszawskiej, https://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/0917blZYGMUNTSAJNAmartyr01.htm, 17.01. 2026 r. https://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/09-17i.php3, 13. 05. 2026r. https://www.nsz.com.pl/blogoslawiony-ksiadz-roman-archutowski,13. 05. 2026r. [1] Błogosławiony ksiądz Roman Sitko, https://www.wsd.tarnow.pl/bl-ks-roman-sitko, 18. 12. 2025 r. [2] Tamże. [3] Tamże. [4] Ks. Tomasz Kaczmarek, Sanktuarium Licheńskie i męczennicy, Marki b.r., s. 79. [5] Ks. Ludwik Królik, Pięciu kapłanów męczenników, Warszawa 1994, s. 13. [6] Bł. Roman Archutowski, https://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/0418blROMANARCHUTOWSKImartyr01.htm, 20. 12. 2025 r. [7] Tamże. [8] Tamże. [9] Tamże. [10] Męczennicy za wiarę 1939-1945... , s. 211. [11] Ks. Tomasz Kaczmarek, Sanktuarium Licheńskie..., s. 80. [12] Ks. Ludwik Królik, Pięciu kapłanów męczenników, Warszawa 1994, s. 34. [13] Bł. EDWARD DETKENS, https://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/0810blEDWARDDETKENSmartyr01.htm, 27.12.2025 r. [14] Ks. Sławomir Kęszka, Bł. ks. Edward Detkens (1885-1942), https://www.opiekun.kalisz.pl/bl-ks-edward-detkens-1885-1942/, 27. 12. 2025 r. [15] Męczennicy za wiarę 1939-1945... , s. 214. [16] Bł. EDWARD DETKENS, https://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/0810blEDWARDDETKENSmartyr01.htm, 27.12.2025 r. [17] Ks. Tomasz Kaczmarek, Sanktuarium Licheńskie..., s. 81. [18] Ks. Ludwik Królik, Pięciu kapłanów męczenników, Warszawa 1994, s. 44. [19] Męczennicy za wiarę 1939-1945... , s. 219. [20] Ks. Ludwik Królik, Pięciu kapłanów..., s. 47. [21] Męczennicy za wiarę 1939-1945... , s. 220. [22] Ks. Ludwik Królik, Pięciu kapłanów..., s. 50. [23] Bł. MICHAŁ OZIĘBŁOWSKI, męczennik patron: Kutna, https://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/0731blMICHALOZIEBLOWSKImartyr01.htm, 10. 01. 2026 r. [24] Ks. Ludwik Królik, Pięciu kapłanów..., s. 52. [25] Ks. Tomasz Kaczmarek, Sanktuarium Licheńskie..., s. 82. [26] Ks. Ludwik Królik, Pięciu kapłanów..., s. 56. [27] Tamże. [28] Męczennicy za wiarę 1939-1945... , s. 223-224. [29] Ks. Ludwik Królik, Pięciu kapłanów..., s. 61. [30] Tamże, s. 62. [31] Tamże. [32] Tamże, s. 64. [33] bł. ZYGMUNT SAJNA, 1897, Żurawlówka - ✟ 1940, Palmiry Męczennik, patron: Góry Kalwarii, diecezji warszawskiej, https://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/0917blZYGMUNTSAJNAmartyr01.htm, 17.01. 2026 r. Powrót |