|
108 polskich męczenników z czasów II wojny światowej Cz. IX 33. Błogosławiony ks. Józef Kut (1905-1942) urodził się 21 stycznia 1905 r. w miejscowości Sławin w powiecie Ostrów Wlkp., jako syn Józefa i Marianny z domu Piaskowskiej. Po zakończeniu nauki w Gimnazjum w Ostrowie Wielkopolskim, uwieńczonej egzaminem dojrzałości w 1924 r., wstąpił do Seminarium Duchownego w Poznaniu. Bł. ks. Józef Kut zdj. ze str.: https://wlkp24.info/wspomnienie/ks-jozef-kut/, 05. 01. 2026 r. Święcenia kapłańskie przyjął 16 czerwca 1929 r. w Poznaniu z rąk biskupa Walentego Dymka (1888-1956), sufragana poznańskiego. Swoją pierwszą posługę duszpasterską jako wikariusz rozpoczął 1 lipca 1929 r. w parafii w Chodzieży. W latach 1930-1936 pełnił obowiązki wikariusza w parafii pw. św. Marcina w Poznaniu. 1 października 1936 r. został administratorem (pełniącym obowiązki proboszcza) parafii pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Gościeszynie koło Wolsztyna. Swoją pobożnością i sumienną postawą szybko zyskał szacunek przełożonych oraz parafian. Angażował się również w życie społeczne i kulturalne: kierował m.in. działalnością Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół" oraz Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży w parafii. Swój patriotyzm okazywał, biorąc udział w obchodach uroczystości 3 maja i 11 listopada. W tym czasie gospodarstwem domowym zarządzała rodzona siostra księdza Kuta, Pelagia (b.d.), która po wojnie wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Serafitek i przyjęła imię Maria Remigia. Po wybuchu wojny ks. Józef Kut pozostał w swojej parafii w Gościeszynie, by wspierać duchowo i materialnie parafian w trudnych warunkach okupacji. Jednak już w pierwszych dniach okupacji niemieckiej, parafia została napadnięta przez kolonistów niemieckich z sąsiedniej miejscowości Tarnowa Siostra Maria Remigia, która była świadkiem tej napaści, po wojnie tak wspominała to wydarzenie: Gdzieś w połowie września 1939r., w sobotę około godz. 23:00 przez wyłamane okno od kuchni wdarła się na plebanię grupa Niemców z położonej poza obrębem parafii wsi Tarnowa. W brutalny sposób dokonali rewizji osobistej, przykładając broń, a jeden z napastników skierował w stronę brata bagnet(...). Ostatecznie poprzestali na kradzieży zapasów żywności i zakazie opuszczania plebanii. Nieco później, również w nocy, obrzucono plebanię kamieniami, wybijając wszystkie szyby. Jesienią 1941 roku w Wielkopolsce rozpoczęła się kolejna, zorganizowana przez niemieckiego okupanta fala aresztowań polskiego duchowieństwa. Ksiądz Józef Kut, będąc świadomy niebezpieczeństwa i mając możliwość ucieczki, zdecydował się pozostać ze swoimi parafianami. Uważał, że kapłan nie może opuścić powierzonej mu wspólnoty w chwili próby. Twierdził, że nie może opuścić parafii. Jak wspominają świadkowie mówił: Jeśli mam cierpieć razem z Chrystusem, to będę cierpiał. Pójdę za Nim. 6 października 1941 roku został aresztowany przez gestapo i osadzony w niesławnym Forcie VII w Poznaniu, przemienionym przez Niemców w obóz koncentracyjny Posen. Było to miejsce kaźni, w którym więziono i mordowano przedstawicieli polskich elit: duchowieństwo, nauczycieli, działaczy społecznych oraz uczestników powstania wielkopolskiego. Tam ks. Kut był brutalnie bity i torturowany - świadczyły o tym wielkie plamy krwi na ubraniu ks. Kuta, które [później] zwrócono rodzicom. Po dwóch tygodniach został przewieziony do obozu koncentracyjnego w Dachau, gdzie otrzymał numer więźnia 28074. Zmuszono go do pracy w tzw. komandzie śniegowym (Schneekommando), jednym z najcięższych oddziałów roboczych, w którym więźniowie pracowali w środku zimy bez odpowiedniego ubrania i obuwia. Cierpiał głód, chłód, bicie oraz upokorzenia ze strony nadzorców. Współwięzień, ks. Teodor Korcz (1903-1981), pełniący wówczas funkcję blokowego wśród polskich kapłanów, pozostawił po sobie wzruszające świadectwo: Ksiądz Józef Kut w Dachau pracował jako stały robotnik w komandzie śniegowym. Komando (to) należało do najcięższych: daleka droga, nieodpowiednie ubranie i obuwie, dokuczanie ze strony kapo, a przede wszystkim głód. Nic dziwnego, że wcześnie przeziębił się, a następnie kiedy jego ciało pokryło się wrzodami, poszedł do rewiru. Gdy wyszedł z rewiru, przeznaczono go na plantacje, komanda wówczas bardzo ciężkiego. Wielokroć widziano go ciężko skopanego lub pobitego. Żarliwa wiara pozwoliła mu przyjąć wszystkie te okropności jako dopust Boży. Cichy, spokojny, pokorny, głęboko pobożny - cieszył się wielkim szacunkiem kolegów. Zawsze skromny i cichy w swym cierpieniu nie pożalił się nawet wówczas, kiedy skradziono mu chleb z szafki, chociaż ten kawałek chleba w warunkach obozowego życia i przy jego wycieńczeniu był zasadniczą stawką w walce o przetrwanie. We wrześniu 1942 roku organizm ks. Kuta był już całkowicie wycieńczony. Świadkowie wspominali, że wyglądał jak cień człowieka - wychudzony, poruszający się z trudem na spuchniętych nogach. W tym stanie złożył ostatnie świadectwo heroicznej wiary, kapłańskiej wierności i miłości Ojczyzny. Gdy rodzina, wiedząc o jego krytycznym stanie, rozpoczęła starania o zwolnienie go z obozu, Niemcy postawili dwa warunki: miał wyrzec się kapłaństwa i podpisać niemiecką listę narodowościową (Volksliste). Nie zgodził się na żaden z tych warunków. Kompletnie wycieńczony zmarł z głodu i chorób 18 września 1942 r. Jego ciało zostało spalone w krematorium obozowym. Pozostała po nim pamięć o kapłanie wiernym do końca - Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie, który w godzinie próby nie zaparł się ani swego powołania, ani polskiej tożsamości. 34. Bł. ks. Włodzimierz Laskowski (1886-1940) urodził się 30 stycznia 1886 r. w Rogoźnie (Wielkopolska) jako syn Stanisława Laskowskiego - nauczyciela gimnazjalnego - i Klementyny z domu Głowińska. Chrzest przyjął 15 lutego 1886 r. w parafii rogozińskiej. Po ukończeniu seminarium duchownego w Poznaniu przyjął święcenia kapłańskie dnia 1 marca 1914 r. Po święceniach został 1 kwietnia 1914 r. mianowany wikariuszem w parafii Modrze. W styczniu 1915 r. przeniesiony został do Ostrowa Wielkopolskiego również na urząd wikariusza. Od 15 lipca 1916 r. pełnił funkcję wikariusza przy parafii św. Marcina w Poznaniu. 1 stycznia 1917 r. z polecenia kard. Edmunda Dalbora (1869-1926) został sekretarzem generalnym Związku Towarzystw Dobroczynnych „Caritas" w archidiecezji poznańskiej. 12 grudnia 1923 r. objął urząd prokuratora Seminarium Duchownego w Poznaniu oraz członka konsystorza archidiecezji. 1 listopada 1927 r. został administratorem (komendarzem) w parafii w Lwówku, a od 1930 r. pełnił funkcję dziekana dekanatu lwóweckiego. W tym czasie prowadził szereg prac duszpasterskich oraz remontowo-budowlanych na terenie parafii. Uczestniczył także w Kongresie Eucharystycznym w Budapeszcie w dniach 23-31 maja 1938 r. Po wybuchu wojny pozostawał przy swoich parafianach, mimo zagrożeń. Został aresztowany dnia 15 marca 1940 r. w Lwówku. Umieszczono go najpierw w obozie w Forcie VII w Poznaniu, gdzie przez siedem dni znosił tortury i szykany. 22 marca 1940 r. został przetransportowany do obozu koncentracyjnego KL Dachau (otrzymał numer 11160). Z powodu swej otyłości zwrócił na siebie uwagę esesmanów i personelu blokowego, którzy gdzie tylko mogli pastwili się, zmuszając go za najmniejsze, nie baczne wykroczenie do robienia przysiadów. 2 sierpnia 1940 r. przeniesiono go do obozu KL Gusen, stanowiącego filię kompleksu KL Mauthausen-Gusen w Austrii. Tam - jak podają świadkowie - został zmuszony do wyczerpującej pracy fizycznej w kamieniołomie Kastenhof, bez względu na stan zdrowia i widoczne wyniszczenie organizmu. 8 sierpnia 1940 r., po porannym apelu, ks. Włodzimierz Laskowski został wraz z innymi więźniami popędzony do pracy w kamieniołomie. Gdy ostrożnie schodził w dół kamieniołomu zwróciło na niego uwagę kilku SS-manów, którzy w cywilu byli zawodowymi przestępcami. Gdy zorientowali się, że jest on księdzem, wówczas ogarnęła ich prawdziwa wściekłość. Zaprowadzono ks. Laskowskiego do szopy i tam w obecności SS-manów dwaj kapo przystąpili do dzieła. Bito ks. Laskowskiego po twarzy, kopano, a w końcu, ponieważ cierpliwie wszystko znosił, przewrócono go na ziemię i nad leżącym dalej się znęcano w okrutny sposób. Jeden z oprawców zaczął skakać mu po brzuchu, piersiach i głowie tak długo, dopóki ks. Laskowski nie stracił przytomności. Wówczas wezwano kilku księży aby zanieśli nieprzytomnego ks. Laskowskiego do obozowego szpitala. Podczas tych przenosin doskoczył do nich kolejny kapo i rycząc na nich rozkazał aby ks. Laskowski sam szedł. Niestety on był cały czas nieprzytomny i nie mógł wstać. To doprowadziło kapo do jeszcze większej wściekłości - rzucił się na ks. Laskowskiego i drewnianą pałką zaczął go na nowo okładać. Po pewnym czasie wyładowawszy swoją wściekłość pozwolił aby niesiono go dalej. W drodze, ks. Laskowski odzyskał przytomność i na zapytanie ks.[Władysława] Kawskiego (1909-1988) za co go pobito, wyznał iż za to, że jest księdzem. Następnie wyspowiadał się jeszcze i podczas ostatniej absolucji, udzielonej mu przez ks. Kawskiego, gorąco się modlił, po czym znowu stracił przytomność. Gdy byli już na miejscu, koło szpitala obozowego, kapo tegoż szpitala kazał położyć ks. Laskowskiego na ziemi, wziął drewnianą pałkę i nowymi razami przypieczętował dzieło. Po czym oświadczył księżom, iż na razie nie może przyjąć pacjenta do szpitala, gdyż musi on być obecny na południowym apelu. Przyniesiono więc ks. Laskowskiego na plac apelowy. Ks. Zygmunt Ogrodowski (1912-1964) wspomina: »Dziś jeszcze nam przed oczyma ten straszny widok: ks. Laskowski nieprzytomny leży na kamieniach, okrwawiony, opuchnięty, z wykrzywioną od kopnięć twarzą i majaczy. Co chwila z jego ust wydobywają się westchnienia: „O Jezu, Jezu". Drażniło to jeszcze jednego z członków SS, który poszedł do leżącego nieprzytomnego ks. Laskowskiego i z miną bohatera, nowymi kopniakami ukoronował szatańskie dzieło«. Po zakończeniu apelu koledzy odnieśli ks. Laskowskiego do szpitala obozowego, gdzie też po upływie niedługiego czasu, bo o godzinie 13.15 w dniu 8 sierpnia 1940 r., oddał swą umęczoną duszę Bogu. Na wieść o tym wszyscy orzekli, że umarł prawdziwy męczennik. Po śmierci Sługi Bożego sława jego męczeństwa rozchodziła się po całym obozie w Gusen, a później także w obozie koncentracyjnym w Dachau. Wśród kapłanów współwięźniów panowała opinia, że umarł święty kapłan-męczennik. Ks. Jan Wolniak (1912-2000) oświadczył: »Byliśmy przerażeni i przekonani, że tak umiera święty kapłan. Ta opinia jest również żywa w parafii, w której Sługa Boży pracował. 35. Bł. Ks. Narcyz Putz urodził się 28 października 1877 r. w Sierakowie (Wielkopolska) w rodzinie głęboko religijnej i przywiązanej do polskiej tradycji. Jego ojcem był Władysław Putz, matką zaś Józefa z d. Brudniewicz. Po ukończeniu Gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu wstąpił do Seminarium Duchownego w Poznaniu, które ukończył w 1902 r. W tym samym roku - 15 czerwca - przyjął święcenia kapłańskie w poznańskiej katedrze. Posługę kapłańską rozpoczął jako wikariusz w Boruszynie, a następnie - w Szamotułach, gdzie pozostawał do 1913 r. W maju tegoż roku został mianowany administratorem we Wronkach, a dwa lata później objął urząd proboszcza parafii w Mądrych, koło Środy Wielkopolskiej. Jego młodszy brat, znany wówczas w Polsce agronom - inż. Kazimierz Putz (1888-1980) - pisał o nim: »Będąc proboszczem w Mądrych zwalniał nielegalnie dużo Polaków od niemieckiej służby wojskowej narażając się na represje ze strony Niemców«. W latach 1918-19 zostaje proboszczem w Parafii w Ludzisku k. Inowrocławia. Tutaj »organizuje powstańców, z którymi pośpieszył na pomoc w oswobodzeniu przez nich Inowrocławia w 1919 roku«. Na początku lat dwudziestych został mianowanym przez kard. Edmunda Dalbora (1869-1926) pierwszym proboszczem parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bydgoszczy. Podejmuje tu działalność charytatywną i społeczną, zwłaszcza jednak narodowościową. Po latach napisano, że »z wielką energią i zapałem twórczym pozyskiwał zniemczoną parafię dla polskości, biorąc jako radny miasta w Bydgoszczy znaczny udział w upolszczeniu dawniejszego ośrodka germanizacji. Niemcy jednak zapamiętali tę działalność. W 1925 r. objął parafię św. Wojciecha w Poznaniu. W 1937 r. w uznaniu długoletniej pracy duszpasterskiej kard. August Hlond mianował go kanonikiem honorowym Kapituły Metropolitarnej w Poznaniu. Po wybuchu II wojny światowej ks. Narcyz Putz nie opuścił swojej parafii, mimo że gestapo rozpoczęło planowe prześladowania duchowieństwa. Został aresztowany 9 listopada 1939 r. i osadzony w Forcie VII w Poznaniu, gdzie był brutalnie przesłuchiwany i torturowany. Tutaj przeszedł prawdziwą gehennę, znęcano się nad nim z zajadłą nienawiścią. Codziennie znajdował się w obliczu śmierci. Pijani SS-mani nawet w nocy nie dawali mu spokoju, bili go i grozili bronią. Świadkowie wspominali, że mimo upokorzeń i przemocy zachowywał spokój i godność, w duchu poddania się woli Bożej. Nieustannie się modlił i podtrzymywał innych współwięźniów na duchu. 25 kwietnia 1940 r. przewieziono go do KL Dachau - głównego obozu zagłady polskiego duchowieństwa. Tam otrzymał numer obozowy 22064. Po krótkiej kwarantannie przewieziono go do Kl Gusen, gdzie początkowo pracował w kamieniołomach, a następnie w komandzie układającym ulice. Jego praca polegała na rozbijaniu ciężkim młotem kamieni i dostarczaniu ich na plac apelowy lub na obozowe drogi. Choć miał już ponad 60 lat, bez nerki i stałym błędzie serca (angina pectoris), nie załamywał się, [Jak wspominali współwięźniowie:] był tam prawdziwym ojcem i opiekunem duchowym dla innych. Tę ciężką, wyczerpującą pracę, połączoną z głodem i zimnem, znosił z heroiczną cierpliwością. W grudniu 1940 r. wraz z innymi kapłanami, ponownie przewieziono go do Dachau. Modlitwa, a zwłaszcza codzienna praktyka odprawiania Drogi Krzyżowej, dawała mu siłę i pomagała znosić wszelkie cierpienia, jakie go spotykały. Jego organizm, wyniszczony przez nieludzkie warunki obozowe oraz choroby, poddał się w grudniu 1942 r. Zmarł w szpitalu obozowym, opatrzony świętymi sakramentami, 5 grudnia 1942 r. w pierwszy czwartek miesiąca, o godz. 20,15. Jego ciało spalono w obozowym krematorium. Zakończył życie tak, jak je przeżył - w wierze, pokorze i całkowitym zawierzeniu Bogu. Błogosławiona Natalia Tułasiewicz zdj. ze str.w Intern.: http://awt.poznan.prv.pl/ntulasiewicz.html, 05. 01. 2026 r. 36. Błogosławiona Natalia Tułasiewicz (1906-1945), była drugą - po Mariannie Biernackiej - świecką kobietą, która znalazła się w gronie 108 polskich męczenników. Urodziła się 9 kwietnia 1906 r. w Rzeszowie w rodzinie Adama i Natalii z domu Bromnik. Wychowywana była w duchu chrześcijańskiej miłości, głębokiej pobożności i umiłowania Polski, będącej wówczas pod zaborami. Po dwóch latach nauki w szkole powszechnej w Kętach, kolejne dwa spędziła w Szkole Sióstr Klarysek przy kościele św. Andrzeja w Krakowie. Następnie rozpoczęła naukę w Prywatnym Gimnazjum Żeńskim w Krakowie, a gdy rodzina przeniosła się do Poznania, kontynuowała edukację w Prywatnym Gimnazjum Sióstr Urszulanek. W 1926 r. rozpoczęła studia polonistyczne na Uniwersytecie Poznańskim, które ukończyła w 1931 r. z tytułem magistra. W latach 1933-37 pracowała jako nauczycielka języka polskiego w prywatnej szkole powszechnej pod wezwaniem św. Kazimierza w Poznaniu. W tym okresie angażowała się w ruchy wychowawcze, sodalicyjne i literackie; rozwijała się duchowo, pisała wiersze i uczestniczyła w życiu akademickim. Była zaangażowaną katechetką świecką i animatorką ruchu apostolstwa świeckich. Swój program ujęła w dzienniku duchowym, gdzie m.in. pisała: »Moją misją jest pokazać światu, że droga do świętości przemierza także poprzez hałaśliwe rynki i ulice, a nie tylko w klasztorach czy w cichych rodzinach... Pragnę świętości dla tysięcy dusz. I nie nastąpi to, naprawdę nie nastąpi, że do nieba pójdę sama. Tam chcę prowadzić po mojej śmierci szeregi tych, którzy umrą po mnie«. Po wybuchu wojny w 1939 r., gdy Niemcy zakazali odprawiania nabożeństw, przeżywała to jako największe cierpienie, ponieważ codziennie uczestniczyła we Mszy Świętej. Gdy okupanci zniszczyli w Poznaniu pomnik Chrystusa Króla, napisała poruszający, pełen bólu wiersz zatytułowany Pielgrzym. W listopadzie 1939 r., po niemieckiej aneksji Wielkopolski, Natalia Tułasiewicz wraz z rodziną została wysiedlona do Generalnej Guberni. Od lutego 1940 r. podjęła pracę w Czytelni prowadzonej przez Anielę Starzewską (1881-1977), znaną poznańską działaczkę społeczną. Po krótkim czasie przekazała jednak swoją posadę młodszej siostrze Zofii (1907-1995), a sama całkowicie poświęciła się tajnemu nauczaniu młodzieży. W tym okresie Natalia intensywnie pogłębiała swoją wiedzę teologiczną. Studiowała dzieła św. Teresy z Ávili (1515-1582) i św. Jana od Krzyża (1542-1591). Słowami modlitwy ludzi łączyła się ze Słowem Wcielonym, z którego czerpała moc i pogodę słoneczną, w którym była zakorzeniona tak, że trwała w Nim uwielbieniem, najczęściej bezsłownym, nieustanną modlitwą wewnętrzną. (...) W bogatej duchowości Natalii łatwo rozpoznać (...) cechy duchowości karmelitańskiej. Powoływała się np. wielokrotnie na lekcję nocy ciemnej św. Jana od Krzyża, który pouczył ją w cierpieniu, że nigdy nie jest sama, nawet gdy czuje się opuszczona. Kochać życie ośmielała się (...) w duchu ascezy św. Jana od Krzyża: Pełnia radości jest tu pełnią samowyrzeczenia. (...) Od dziecka modlitwa wewnętrzna jest w niej stanem naturalnym, wyzna. A także, iż widuje Pana oczyma duszy po swej prawej stronie, a niedawno objął ją sobą na modlitwie jak namiot! Lektura biografii św. Teresy od Jezusa - (...) [pisała] Natalia - wyjawiła mi, ku ogromnemu mojemu zdziwieniu, jak wiele stycznych ma moje życie duchowe z tą świętą! Napełnia mnie to pokorną radością [...]. Teresa Wielka stała mi się mistrzynią życia wewnętrznego. Pielęgnowała w sobie również duchowość franciszkańską. Żywo czciła św. Franciszka z Asyżu (1181/1182-1226) oraz św. Brata Alberta - Adama Chmielowskiego (1845-1916), którego grób często odwiedzała. Każdy dzień rozpoczynała uczestnictwem we Mszy Świętej i przyjęciem Komunii Świętej, czerpiąc z nich siłę do pracy apostolskiej i duchowej walki z lękiem i złem czasu wojny. W tym czasie podjęła działalność konspiracyjną, przystępując do organizacji podziemnej Zachód. W 1943 r., z ramienia tej struktury, jako emisariuszka Rządu Londyńskiego, postanowiła dobrowolnie wyjechać do Niemiec. Zadaniem takiego emisariusza było rozwijanie i koordynowanie ruchu oporu, prowadzenie pracy wywiadowczej, oddziaływanie na postawę moralną, obywatelską, patriotyczną i religijną rodaków. Przeszkolenie i przygotowanie wojskowe przeszła w Laskach pod Warszawą, gdzie koordynatorami tego zadania o kryptonimie »Kaplica« byli: [ks.] Antoni Marylski (1894-1973) i Zofia Morawska (1904-2010) przy wsparciu założycielki Lasek [błogosławionej] Matki Elżbiety Róży Czackiej (1876-1961) i błogosławieństwie księcia kardynała Adama Stefana Sapiehy (1867-1951) z Krakowa. Decyzję wyjazdu podjęła po głębokiej modlitwie, konsultacji ze swoimi przewodnikami duchowymi (głównie kapłanami zmartwychwstańcami i franciszkanami) oraz za zgodą przełożonych konspiracyjnych. Tak pisała o swojej decyzji w liście do przyjaciół: Zwolniona zrazu dzięki szczególnym protekcjom, zgłosiłam się na wyjazd dobrowolnie. Gdybym tego nie uczyniła, musiałby z tej firmy, gdzie byłam zatrudniona, jechać ktoś inny. A że wszyscy ogromnie się obawiali tego nieszczęścia, więc ja uczyniłam w przeświadczeniu iż Bóg mię tu woła! W sierpniu 1943 r., po ostatnich instrukcjach koordynatorów zadania i po odprawieniu rekolekcji w Laskach, wyjechała do fabryki Günther-Wagner (producenta znanych wiecznych piór Pelikan) w Hanowerze. Tam w krótkim czasie zdobyła zaufanie pracownic i zaczęła pełnić swoją posługę duchową, edukacyjną i konspiracyjną, będąc dla wielu z nich wsparciem, autorytetem i znakiem nadziei. W tym okresie wojny alianci prowadzili częste naloty na Hanower, z których największy pozbawił życia ponad tysiąc osób. Natalia Tułasiewicz nie zważała jednak na ustawiczne bombardowania i skrupulatnie wypełniała swój plan działalności religijno-społecznej. Nawet w schronach przeprowadzała katechezy, modliła się z robotnikami, czytała książki. Trzy razy w miesiącu organizowała w barakach nabożeństwa. Była modlitwa mszalna, czytanie Ewangelii, przygotowanie do Komunii Świętej duchowej. Codzienne modlitwy wieczorne łączyła z katechezami okolicznościowymi oraz odmawianiem różańca. Każdą modlitwę, katechezę przygotowywała podczas pracy. Realizowała to, o czym marzyła - modlitwę, uczyniła życiem, a życie modlitwą. Jej misja była niezwykle trudna. Prowadziła ją wśród ludzi często bardzo młodych, zdezorientowanych, pozbawionych wsparcia i edukacji, żyjących w warunkach niewoli i głębokiego kryzysu moralnego, które sprzyjały różnym upadkom. W wojennej zawierusze wiele robotnic, oderwanych od rodzin i wystawionych na brutalność otoczenia, popadało w związki niesakramentalne, dochodziło do porzuceń nowonarodzonych dzieci, szerzyły się choroby weneryczne. Natalia nie osądzała tych kobiet, lecz z wielką cierpliwością, taktem i miłością starała się otoczyć je duchową opieką. Uczyła je godności, przypominała o Bożej miłości i zachęcała do przemiany życia. Pracowała nad tymi duszami wytrwale, wskazując im drogę powrotu do dobra. W lutym 1944 r. tak napisała do swojej siostry Zofii: Pan uczył mię twardo wyrzekać się kolejno tego, co najserdeczniej ukochałam. Niechże będzie uwielbiony, że skłonił mnie do tych ofiar, wbrew mojej woli. Miałam dawniej pełne zrozumienie dla życia żony i matki, ceniłam pracę kobiety w klasztorze, ale nigdy nie chciałam zostać tzw. samotną kobietą, czy jak świat złośliwie zwie „starą panną", bo te samotne kobiety, na które patrzyłam, raczej odstręczały mię, od takiej egzystencji. Tu dopiero w pełni przekonuję się, jak cenna dla drugich jest moja życiowa samotność i moje powołanie świeckiego apostolstwa. I przekonuję się, jak palącą kwestią jest, aby wyjść z ukrycia własnej kapliczki właśnie ku światu, aby wypełnić tę przepaść, jaka dzieli świętego w klasztorze od człowieka świeckiego. Powiedziałabym po prostu: wyjdźmy ze świętością w duszy na ulice! W czasie Wielkanocy 1944 r. do Hanoweru przyjechał kurier organizacji Zachód, którego nieostrożne zachowanie w fabryce wzbudziło zainteresowanie niemieckich władz. To właśnie temu kurierowi Natalia Tułasiewiczówna przekazywała meldunki i odbierała zadania, dnia 29 kwietnia 1944 r. zostali oboje aresztowani. Po wstępnym śledztwie w Hanowerze Tułasiewiczówna została przekazana gestapo w (...) [Kolonii], gdzie przeszła okrutne śledztwo połączone z katowaniem. Powrót |